piątek, 30 maja 2008

za dużo

Wali się na mnie więcej niż potrafię unieść.

czwartek, 29 maja 2008

mój zdolny M.






małe szczęścia w małe święta

Dziś moje imieniny. Takie tam mało znaczące święto. Rano powitały mnie życzenia od mamy i talerz moich ulubionych ciastek na stole. Potem kilka smsów z życzeniami, telefonów... Minął dzień. Nie miałam czasu zrobić sobie żadnego prezentu. Może jutro. Po zajęciach na dwóch uczelniach...

Uzależniłam się od pisania tego bloga i jedzenia kwaśnych rzeczy: witaminy C(tak na żywca rozgryzam drażetki :) i zielonych oliwek :) Jeżeli dzień mi nie wyszedł, a ostatnio same takie, to siadam z talerzem greckich koreczków i wcinam te oliwki pisząc posty ;)
Zauważyłam, że oliwki tanieją. Całe szczęście...

* * *

Dużo rzeczy, jeden Misiak.

wtorek, 27 maja 2008

fotogeniczne, choć dla mnie tragiczne

jak go nie kochać :]









ludzie listy piszą

Napisałam właśnie długi (chyba) list, choć nie wiem do kogo. Napisałam, bo czerwiec mnie przeraża i rozpaczliwie chciałabym go zaplanować co do dnia, ponieważ jeszcze wierzę, że rozpisawszy wszystko na dni jestem w stanie nad sytuacją zapanować. Boję się czerwca, bo czerwiec to dla mnie w tym roku nie słońce i relaks a podwójna sesja. To codzienne bieganie z indeksami i zapełnianie pustych rubryk. Jedyne, co mnie uspokajało, to stabilna sytuacja w pracy. Teraz nie mam nawet tego. Pozostaje tylko wierzyć, że stabilizacja powróci, a wszystko rozstrzygnie się po mojej myśli. Bo jeśli nie, to żaden szereg rubryczek nie przesłoni mi tego, że będę obserwować ludzkie dramaty osób, które się dla mnie liczą.

* * *

"Mowa a ludzkie doświadczenie" - próbuję czytać "pasjonujący" rozdział o kolejnym pomyśle kognitywistów, gdy przez otwarte drzwi balkonowe do pokoju przedostaje się wróbel. Taki oto wróbelek elemelek wleciał i usiadł sobie na oparciu krzesła. Spojrzał na mnie, przestraszył się i uciekł. Ludzkie doświadczenie i takie być może.

Samo południe już minęło a ja niedawno wstałam. Uczę się nieudolnie, piorę, sprzątam, prasuję, rozmrażam mięso na obiad. Niedługo na moim balkonie pora największego nasłonecznienia. Rozłożę się wygodnie na drewnianym leżaku i pewnie zdrzemnę się trochę. Bo wieczór nieciekawy, wypełniony zajęciami na uczelni i bez mojego M...

poniedziałek, 26 maja 2008

Co zrobię, gdy zrobię już wszystko?

Godzina 22:28. Poniedziałek. Zaczynam pisać konspekt swojej pracy magisterskiej, bo poniedziałek to dobry dzień by zaczynać. Zaczynam i dziś (w nocy?) muszę skończyć, bo jutro muszę go oddać. Czas leci nieubłaganie a przez cały rok niewiele w kierunku swojej pracy zrobiłam. Wciąż nie mogę się zdecydować jakimi autorami się zajmę. Stasiuk, Głowacki  - tylko oni pasują mi do wizji feminizm contra maskulinizm. Podoba mi się sama idea analizy zjawiska, nie podobają mi się teksty, z którymi będę musiała pracować. Ale ponoć tak jest łatwiej, nastawienie anty- dodaje siły do krytyki. Trzymam w ręce Niezbędnik Inteligenta Polityki, rozpaczliwie szukam inspiracji. A najgorsze przede mną - wizja spójnej propozycji rozwikłania zagadnienia naukowego.

Gdy tak siedzę i patrzę jak miotam się w tym co robię, powraca do mnie rozmowa z promotorem i jego zaproszenie na studia doktoranckie. Czy w ogóle bym się do tego nadawała i na ile musiałabym zmienić swoje życie, plany, marzenia... podporządkować je idei zdobycia wiedzy, pewności siebie a może tylko tytułu...

Teraz żyję w obłędzie zapełniania rubryczek w indeksie, ale to się skończy. I co zrobię, gdy zrobię już wszystko?

Gdy, na przemian, widzę swoje braki i odczuwam przebłyski zapału, pojawia się u mnie myśl, że czas na jakieś większe zmiany. Tylko co tu wybrać? Niełatwo mi będzie powrócić do tego, co było kiedyś. Do wolności, książek i bezmiaru czasu. Chciałabym, żeby los wybrał za mnie. Ja się boję. Głównie dlatego, że obojętnie którą drogą bym nie poszła i tak będę musiała sobie odpowiedzieć na jedno z dwóch pytań: Dlaczego to zrobiłam?/ Dlaczego tego nie zrobiłam?

mój największy wzór

Mama jest moim największym wzorem. Niedoścignionym. Zupełnie nie wiem jak ona to robi, ale zawsze ma na wszystko czas i do każdego z nas cierpliwość. Nawet, gdy jest bardzo zmęczona, nie myśli o sobie, a o nas. Może to ta mityczna siła matczynej miłości. Chciałabym kiedyś choć w połowie być taką jak ona. Chciałabym, że moje dziecko patrząc na mnie było dumne i myślało: wow! to moja mama. Tak. Dokładnie tak. Wow - żeby zadziwienie mieszało się z dumą i niedowierzaniem.

Dziś, wraz z upływem lat, widzę w mojej mamie także kobietę. Nasze rozmowy nabierają innego wyrazu, nasze problemy rozwiązujemy wspólnie. I choć szokiem był dla mnie pierwszy raz, gdy mama przyznała się przy mnie do słabości, to suma sumarum, bardzo nas to do siebie zbliżyło. Dziś jest moją mamą i (choć zabrzmi to kuriozalnie) kobietą mojego życia jeszcze bardziej niż kiedyś.






kiedyś (dla mojego M.)

Pod powieką, w sennych marzeń gaju
Widzę Ciebie, stoisz gdzieś na dróg rozstaju
Jesteś blisko, słyszę tembr Twego głosu
Płynie do mnie, w rytm melodii granej przez zrządzenia losu
Przeciwności pokonując do bram serca dociera
A ja w takt jego nucę "Yellow Cinderella"
Wtem ciemność ustępuje, oczy swe otwieram
I tropi mnie ból słodki, z tęsknoty umieram
Czym prędzej znów uciekam w wyśnione ulice
z nadzieją, że miłość Twą choć na chwilę uchwycę

Wybacz, że słowa tak proste płyną z ust dziewczyny
lecz na dobre i złe Tyś jest jej jedyny

niedziela, 25 maja 2008

"Żyjemy tu, nie czując...

... pod stopami ziemi" - pisał Osip Mandelsztam. Dzisiaj tak jest.

sobota, 24 maja 2008

Dziś tylko przeszłość




Kiedyś było tak...




* Ja, M. i Sz - czyli przyjaciele ze studiów, którzy przetrwali razem, osoba która zdjęcie robi jest, ale jakby go nie było...


piątek, 23 maja 2008

My zmęczeni. Tak po prostu.









15 koreczków

I co to dla mnie piętnaście koreczków. Minął kolejny dzień. Kolejny raz wpadłam w środek chaosu, ułożyłam tonę książek (a i tak za mało), wysłuchałam kilkudziesięciu pytań (to i tak za dużo). Kolejny raz ktoś mnie zdenerwował, ktoś rozczarował, ktoś sprawił, że się uśmiechnęłam.
Co to jest 15 koreczków?
15 oliwek, 15 koktajlowych pomidorków i 15 kawałków fety.
To zwykła rzeczywistość, którą ostatnio rozpaczliwie chciałabym nagiąć.

czwartek, 22 maja 2008

* * *

22:34. Jestem po wszystkich obowiązkach. Rocznica, chłopak, nieudolne próby przeczytania czegokolwiek. Zażyłam też pigułkę. Dzień się wypełnił. Tylko dlaczego ja czuję się pusta...

panika za przewodnika

Dopiero co wstałam, a już się zrobiła 15. Przeczytane 20 stron. Masakra.

11 miesięcy










środa, 21 maja 2008

gdy legenda staje się ciałem



Jak powszechnie wiadomo (temu  blogowi i mnie samej) jestem w fazie wspomnieniowo-nostalgicznej. Nie oznacza to, że weszłam w fazę duchowego regresu i chwalenia przeszłości. Jednak fakt faktem, ciągle do niej powracam. Mam wrażenie, że na ten moment otacza mnie bardziej niż teraźniejszość. Dziś spotkałam koleżankę z podstawówki (jej mama nie żyje, jest mężatką, ma dziecko), potem pojechałam do swojego starego liceum, gdzie rozmawiałam z wychowawczynią (ma drugieo męża, pierwsze dziecko), potem szukałam starej spódnicy a jeszcze później poddałam się wspomnieniu zgoła innemu: udałam się na nowego Indianę Jonesa. W sumie wyszło to przypadkiem. Mój M. chciał go bardzo zobaczyć, a jutro mamy swoją małą rocznicę, więc prezent w formie biletów na przedpremierę był jak najbardziej trafiony. Patrzyłam na M. Oglądał ten film z radością dziecka. Był w swojej dobrej przeszłości. Tej, do której ja nie umiem powracać w sposób bezpośredni...
Do niedawna wspomnienia wpędzały mnie jedynie w nostalgię, ale dziś oglądanie się za siebie wywołało we mnie chęć pójścia do przodu. Nawet więcej: biegu... Bo nawet Indiana Jones się ustatkował i założył rodzinę. Czas fikcję przeobrazić w rzeczywistość. Zobaczymy co z tego wyniknie.

*kadr z filmu "Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki"

wtorek, 20 maja 2008

Czy Ty wiesz...

Świat wypadł mi z moich rąk
Jakoś tak nie jest mi nawet żal

Czy ty wiesz jak chciałbyś żyć, bo ja też
Chyba tak chciałem przez cały czas, lecz

Jeśli muszę i wybrać będę mógł jak odejść
To przecież dobrze, dobrze o tym wiem
Chciałbym umrzeć przy tobie

Wieje wiatr, pachnie wiosną i wiem
Że ty łatwo tak zgodziłaś na to się i

Jeśli muszę i wybrać będę mógł jak odejść
To przecież dobrze, dobrze o tym wiem
Chciałbym umrzeć przy tobie

Jeśli kiedyś wybrać będę mógł jak to zrobić
To przecież dobrze, dobrze o tym wiem
Chciałbym umrzeć z miłości

Nie na krześle, nie we śnie
Nie w spokoju i nie w dzień
Nie chcę łatwo, nie za sto lat
Chciałbym umrzeć z miłości

Nie bez bólu i nie w domu
Nie chcę szybko i nie chcę młodo
Nie szczęśliwie i wśród bliskich
Chciałbym umrzeć z miłości

*(Myslovitz - Chciałbym umrzeć z miłości)
http://pl.youtube.com/watch?v=soXFm1WL5Sg

podróż, która znaczyła

Kiedyś toksycznie. Dziś nostalgicznie. Ale wciąż. Osoba, która mi ją umożliwiła znaczy dla mnie więcej niż powinna.

kiedyś napisane III

Gdy siedzę w oświetlonym pokoju mam wrażenie, że ktoś wykręcił żarówkę. Ulotność chwili dotyka mnie, muska wciąż moje prawe ramię. Czuję zimno i chłód. Być może to samotność. Wszystko potrafi stracić sens w przeciągu jednego momentu. Niczym błysk i spięcie, czuję w powietrzu zapach spalenizny. Moją twarz opływa niezidentyfikowana chmura. Czuję wiele jednocześnie nie czując niczego. Absurd otacza nie tylko moje ciało. Być może nikt mnie nie rozumie. Ale wciąż wierzę, że tak jest lepiej.

7 worków wspomnień

Dziś wyrzuciłam 7 worków wspomnień. Nie było mi trudno. Początkowo wahałam się, gdy worki się zapełniały, potem odczułam ulgę. Wyrzuciłam listy, pamiątki, gadżety, misie, kasety. Wszystko, co tak długo zalegało w pudełkach na moich szafach i wydawało się mieć dla mnie kolosalne, bo sentymentalne, znaczenie. Poczułam, że robię się lżejsza, że się unoszę. Że ta dziewczyna, która zatracała się w tych wszystkich bibelotach odchodzi w zapomnienie. Chciałam ją z siebie wyrzucić, wynieść gdzieś daleko. Wyrzucić bez ckliwych pożegnań i łez, bo bałam się jej ostatnio. Stawała się coraz groźniejsza. Powracała do moich myśli, tkwiła w mojej głowie.
Nie wyrzuciłam wszystkiego, nie byłam w stanie. Ale ze mnie, tej z wczoraj, w miejsce 7 pudeł pozostały dwa...

poniedziałek, 19 maja 2008

* * *

Przejrzałam dzisiaj kilkadziesiąt starych zdjęć i zaczęłam tęsknić. W sumie nie wiem za czym, bo dawna 'ja' to pasmo samych nieszczęśliwych wydarzeń. Nietrafione zauroczenia... jedno po drugim. Trochę patologii, kilka złych wyborów, seria uśmiechów, kilka strużek łez. Mimo wszystko zatęskniłam. Za tymi wszystkimi osobami, mężczyznami i uczuciami, które mną rządziły i targały. Za godzinami wypełnionymi myśleniem i patrzeniem w punkt. Za dobrą organizacją i spokojnym snem. Za tym wszystkim, co tak przerysowane, niepowtarzalne... i beztroskie.

niedziela, 18 maja 2008

kiedyś na dworcu



Niedawno skończyły się juwenalia. Niechętnie w nich uczestniczę. W zasadzie staram się w nich nie uczestniczyć. Dopiero po fakcie zawsze nachodzi mnie refleksja czy czegoś czasem przez to nie tracę. Czy to nie umniejsza mojemu studenckiemu życiu. Nigdy nie czułam się stuprocentową studentką i pewnie nie poczuje. Gdy ogarniają mnie te wątpliwości, siadam i myślę o chwilach, które były w moim życiu ciekawe. Że akurat miały miejsce w czasie studenckim? Cóż z tego...


* z, jeszcze wtedy, panną E. na krakowskim Dworcu Głównym, wakacje, 3 lata temu

o pewnym problemie

Każdy ma swój problem. Mam i ja. Problem bardzo trudny każdy z nas ma. Mam i ja. Mieszkaniowy.

sobota, 17 maja 2008

kiedyś pisane II

To historia prostej opowieści.
Nie każdy dzisiaj pamięta, że najpięknięjsze rzeczy w życiu to rzeczy najprostsze. Na szczęście są tacy, którzy pamiętają. Szkoda, że ja się do nich nie zaliczam. Nie łatwo cieszyć się tym, co nieskomplikowane, gdy wszystko dookoła skażone jest nadinterpretacją. Sami powiedzcie, ile razy zmuszeni zostaliście do czytania metafizycznych bzdur przesycocnych szeregiem subiektywnych metafor? Ile było takich sytuacji, w których wszystko stawało na drodze, aby usiąść i otworzyć książkę w miejsce programu telewizyjnego?
To nie żart ani retoryczna prowokacja. To fakt. Prosty fakt.

Poznaliście kiedyś dziewczynę?
Nie mam na myśli obiektu do analizowania wzrokiem. Chodzi mi o dziewczynę z krwi i kości. Taką, która umie zrobić śniadanie, widziała "Amelię", czytała ( o ile w ogóle) coś więcej niż Kamasutrę, nie kontroluje obsesyjnie czy aby na pewno żaden paznokieć się nie złamał, ale gdy patrzy w lustro uśmiecha się szeroko i delikatnym gestem poprawia starannie uczesane włosy. Teraz powtórzę pytanie: Poznaliście kiedyś dziewczynę?

Miłocice

Moje życie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. Stwierdzenie banalne, a jednak pada. Dzisiaj, po kilku godzinach spędzonych w Miłocicach zdałam sobie sprawę, że istnieją miliony różnych światów stwarzanych przez nasze jednostkowe percepcje. Czy o własnych siłach i mózgach, czy na własnych nogach czy z wózka... wszystkie są równoważne.

piątek, 16 maja 2008

talent M.

http://www.lastfm.pl/music/Good+Faces

kiedyś napisane

I love the way you call me baby
and these few nights when we've acted crazy
Sound of your voice and warmth of your smell
billions of words I wish I could tell...

And if you kindly give me a chance
to find myself in this romance
I'm gonna show you diffrent worlds
and one of them is mine (of course)
Full of true fears and random choices
will be defeated by weight of our voices

Then, when you take me in your arms
and count my freckles as if they were stars
Then, at this brief moment, my love
you'll realise you've never wanted me more

mój świat

Minęła 6:20

Dzień dobiega końca z poczuciem niewykonanego planu. Tak jest. Codziennie rano zaczynam zakładać sobie pewien plan do zrealizowania. To ułatwia mi przejście od fazy 'nie chce mi się' do fazy 'muszę', skraca czas wykonywania rutynowych czynności: prania, prasowania, jedzenia, użalania się nad brakiem czasu. W pewnym stopniu (o dziwo!) skraca nawet ilość marnowanego czasu, czyli tego, który spędzam przez tv czy lekturą czasopisma. W tym roku doszła mi dodatkowa słabość, dodatkowy "pożeracz" czasu. To mój M. Nie sądziłam, że "odstawienie" go na jakiś czas będzie takie trudne. Jest, ale to temat nie na tego posta. Wracając...
Wciąż jednak nie jest to pełnia mojej możliwości, a powinnam raczej powiedzieć eksploatacji. Mam nadzieję zwiększyć tempo i, jak zwykle, jakoś ze wszystkim zdążyć. Jednak na dzień dzisiejszy, jak zwykle, wydaje mi się, że jest to wizja absolutnie nie do zrealizowania. Oby jutrzejszy dzień nie był stracony, jak zwykle...

czwartek, 15 maja 2008

6:20

Czwartek. Jutro wstaję o 6:20. Dobrze, że to już nie ta pora roku, gdy o tak wczesnym poranku wita mnie przeraźliwa szarość za oknem. Ale i tak... 6:20. U mnie w pracy jutro wizytacja, w związku z tym poranna zmiana zaczyna o 6. W obliczu tego faktu i tak mam dużo szczęścia. Dla nich 6:20 to będzie środek dnia. W moim domu wyłączone zostało centralne. Wieczorami jest bardzo zimno. To chyba jedyny moment w roku, gdy nie lubię wracać do domu. Wiem, co mnie czeka: przejmujący chłód i dwa koce na kołdrze. Do tego moje łóżko jest przeraźliwie nudne, bo mój M. śpi daleko ode mnie...

wtorek, 13 maja 2008

miejski skwar

Dzisiaj był dzień stania w korkach. Zawieszona, z ciągłym uczuciem presji czasu i wielości rzeczy do zrobienia, obserwowałam ludzi. Widziałam kłócącą się parę. Stali w odległości kilku metrów od siebie i w pierwszej chwili miałam wątpliwości czy dobrze oceniam sytuację, czy oni w ogóle się znają. Ale dziewczyna miała charakterystyczny wyraz twarzy: zamyślony, zraniony i uparty zarazem. Stała odwrócona lekko bokiem z założonymi rękami, na prostych nogach, z wysoko uniesioną głową. Podchodzili so siebie co jakiś czas i wymieniali kilka zdań. Przez drzwi tramwaju nie słyszałam ich głosów, ale ruch ust wskazywał na to, że mówili głośno, półzdaniami. Raz po raz odwracali swoje głowy, a potem swoje ciała. Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu myślałam, że to straszne. Co to za pary, które tak się kłócą. To, że w ogóle to już błąd, po co są ze sobą, skoro się kłócą. Ale że tak na ulicy, przy ludziach? Żenada. Dziś, gdy sama znajduję się czasem w takiej sytuacji, nie zauważam tego, jak wiele się we mnie zmieniło. Gdy robię to wszystko, czego nigdy nie chciałam robić. Gdy zmęczona po całym dniu mówię mojemu M. przez telefon: "Pewnie! Przyjedź!". I nie jest to obłudne. To sprawia mi przyjemność...
Drugi obraz z dzisiejszego dnia utkwił mi w pamięci. Wracałam już do domu. Jadąc autobusem zauważyłam za szybą chłopca, który puszczał bańki mydlane. Miał kupione bańki, takie najprostsze opakowanie, które pamiętam z dzieciństwa. Dmuchał w to plastikowe kółeczko tak radośnie. Dmuchał i radości jego nie było końca. Wodził za powstałymi bańkami oczami, cierpliwie obserwował jak się unoszą, jak opadają, jak kończą swój żywot. Przypomniałam sobie te radosne chwile z dzieciństwa, gdy czas mijał spokojnie na najprostszych czynnościach, które do niczego nie musiały prowadzić. Puszczanie baniek! Tak niewiele i tak wiele. Radość tworzenia, krótkość trwania. Dziś zapędziłam się do punktu, w którym nic nie jest proste. To podobno główny wyznacznik dorosłego życia. Może. Ja jeszcze nie wiem. Dopiero się go uczę.
Chłopiec siedział na wózku inwalidzkim.

poniedziałek, 12 maja 2008

* * *


Kiedyś była świnka i wszystko było proste.



Uwierzyć

Potrzebuję uwierzyć. Przede wszystkim, że to, co robię ma jakiś sens. Że postępuję słusznie i nie skrzywdzę siebie, a co gorsza innych, a właściwie innego. Czasami budzę się rano i boję się podnieść. Przecież nigdy nie wiadomo, czy to czasem właśnie nie dziś wyjdzie na jaw coś, co skrywam w sobie. Niepewność, niewiara w siebie. W to, że mogę czuć, że umiem czuć... Jakkolwiek melodramatycznie by to nie brzmiało, nie szukam teraz lekarstwa. Nie potrzebuję kursu asertywności ani magnezowego dopalacza. Wiem, że jedyne czego potrzebuję, to uwierzyć, a nie zadręczać się każdego ranka i w każdej minucie mojego dnia.

niedziela, 11 maja 2008

Czasem czas...

Czas ma nade mną dużą przewagę. Szczególnie wtedy, gdy tracę nad nim kontrolę. Generalnie rzecz ujmując: potrzebuję więcej czasu, by móc pójść na jedne, na drugie studia, by pójść do pracy, odwiedzić rodzinę, nauczyć się na egzamin i jeszcze znaleźć czas dla chłopaka. Ciągle brakuje mi czasu i z miesiąca na miesiąc coraz bardziej mnie to przytłacza. Coraz więcej robię dla innych, coraz mnie dla siebie. Bo niby gdzie jestem ja w tym napiętym harmonogramie dnia?

sobota, 10 maja 2008

maj


Maj. A ja go nie czuję. Nie słyszę. Mam ochotę pójść gdzieś daleko. Od ludzi, od decyzji, od wszystkiego. Miałam być piękna, spełniona, bogata, mądra i z szeregiem zainteresowań. Jestem zmęczona, niewyspana, spłukana i zniechęcona. Mój problem? Brak prawdziwych problemów...

* kadr z filmu "Godziny"

czwartek, 8 maja 2008

l*u*l*l*a*b*y

she grew up with the children of the stars,
in the hollywood hills and the boulivard,
her parents threw big parties
and everyone was there they hung out with folks
like dennis hopper,bob segar and sonny and cher.

she feels safe now in this bar on farafax
from the stage i can tell that she cant let
go and she cant relax and before
she hangs her head to cry i sing to her
a lullaby

i sing everythings gonna be alright
rockabye..
everythings gonna be alright
rockabye rockabye rockabye..

she still lives with her mom outside the c
ity down that street about a half a mile
and all her friends tell her shes so pretty..
but she'd be a whole lot prettier if
she smiled once and awhile cause even
her smile looks like a frown shes seen her
share of devils in this angel town

everythings gonna be alright
rockabye rockabye
everythings gonna be alright
rockabye..rockabye rockabye..

i told her i aint so sure about this
place,its hard to play a gig in this town
and keep a straight face it seems like
everybodys got a plan it seems like
nashville with a tan
everythings gonna be alright..
rockabye rockabye
everythings gonna be alright
rockabye rockabye rockabye..
everythings gonna be alright
rockabye rockabye
everythings gonna be alright
rockabye...rockabye..
everythings gonna be alright
rockabye..rockabye..
everythings gonna be alright
rockabye rockabye...
rockabye...
bye bye bye.....bye..bye

(Shawn Mullins "Lullaby")

środa, 7 maja 2008

moja radość jeden dźwięk

psychologia niedoboru

Nie mogę sobie poradzić z chronicznym poczuciem braku. Nawet nie umiem wyobrazić sobie spełnienia. Wstaję codziennie rano i ruszam w wir szarych zajęć. Przyjemność odczuwam rzadko, niedobór nieustannie... Czy staje się jedną z tych rachitycznych istotek, które czytają książki, cierpią na migreny. Czy powinnam założyć na ręce łososiowe mitenki i obnosić się ze Stendhalem jak kwoka po podwórku. Wiem, to śmieszne. I żałosne.

wtorek, 6 maja 2008

kiedyś, latem...

"ciężka dupa"

Myślę dziś cały dzień jak mu pomóc. Powiedział, że tkwi w "ciężkiej dupie"*. Bardzo chciałabym go zrozumieć, ale chyba nie potrafię. On odczuwa bezsilność i, jak twierdzi, lenistwo. Ja boję się, że chodzi o coś więcej. Mogę wybrać rolę kata lub skończyć w roli ofiary. Mam być tą, która rozwiąże problem, ale nie wiem jak. Co mu powiedzieć? Że sama jestem w "ciężkiej dupie"? Błądzę, cierpię, nie robię tylko tego, co robić bym chciała... Mam znać odpowiedzi, a sama sobie nie nadążam stawiać pytań. Zapraszam do mnie. Do "ciężkiej dupy".

*stan zniechęcenia i bezsilności, bezcelowość, niedosyt motywacji, nie mylić z lenistwem ani depresją

poniedziałek, 5 maja 2008

 Poniedziałek. Dobry dzień, by zaczynać.

* * *

Jestem zjadana przez kulturę... bo przecież nie naturę!
Coraz częściej utwierdzam się w przekonaniu, że w życiu chodzi o docieranie do punktów granicznych. Gdy nadchodzi ta chwila, coś pęka, coś się zmienia...
W życiu chodzi więc o pękanie.
Dziś pękłam.