poniedziałek, 26 maja 2008

Co zrobię, gdy zrobię już wszystko?

Godzina 22:28. Poniedziałek. Zaczynam pisać konspekt swojej pracy magisterskiej, bo poniedziałek to dobry dzień by zaczynać. Zaczynam i dziś (w nocy?) muszę skończyć, bo jutro muszę go oddać. Czas leci nieubłaganie a przez cały rok niewiele w kierunku swojej pracy zrobiłam. Wciąż nie mogę się zdecydować jakimi autorami się zajmę. Stasiuk, Głowacki  - tylko oni pasują mi do wizji feminizm contra maskulinizm. Podoba mi się sama idea analizy zjawiska, nie podobają mi się teksty, z którymi będę musiała pracować. Ale ponoć tak jest łatwiej, nastawienie anty- dodaje siły do krytyki. Trzymam w ręce Niezbędnik Inteligenta Polityki, rozpaczliwie szukam inspiracji. A najgorsze przede mną - wizja spójnej propozycji rozwikłania zagadnienia naukowego.

Gdy tak siedzę i patrzę jak miotam się w tym co robię, powraca do mnie rozmowa z promotorem i jego zaproszenie na studia doktoranckie. Czy w ogóle bym się do tego nadawała i na ile musiałabym zmienić swoje życie, plany, marzenia... podporządkować je idei zdobycia wiedzy, pewności siebie a może tylko tytułu...

Teraz żyję w obłędzie zapełniania rubryczek w indeksie, ale to się skończy. I co zrobię, gdy zrobię już wszystko?

Gdy, na przemian, widzę swoje braki i odczuwam przebłyski zapału, pojawia się u mnie myśl, że czas na jakieś większe zmiany. Tylko co tu wybrać? Niełatwo mi będzie powrócić do tego, co było kiedyś. Do wolności, książek i bezmiaru czasu. Chciałabym, żeby los wybrał za mnie. Ja się boję. Głównie dlatego, że obojętnie którą drogą bym nie poszła i tak będę musiała sobie odpowiedzieć na jedno z dwóch pytań: Dlaczego to zrobiłam?/ Dlaczego tego nie zrobiłam?

Brak komentarzy: