sobota, 17 maja 2008

kiedyś pisane II

To historia prostej opowieści.
Nie każdy dzisiaj pamięta, że najpięknięjsze rzeczy w życiu to rzeczy najprostsze. Na szczęście są tacy, którzy pamiętają. Szkoda, że ja się do nich nie zaliczam. Nie łatwo cieszyć się tym, co nieskomplikowane, gdy wszystko dookoła skażone jest nadinterpretacją. Sami powiedzcie, ile razy zmuszeni zostaliście do czytania metafizycznych bzdur przesycocnych szeregiem subiektywnych metafor? Ile było takich sytuacji, w których wszystko stawało na drodze, aby usiąść i otworzyć książkę w miejsce programu telewizyjnego?
To nie żart ani retoryczna prowokacja. To fakt. Prosty fakt.

Poznaliście kiedyś dziewczynę?
Nie mam na myśli obiektu do analizowania wzrokiem. Chodzi mi o dziewczynę z krwi i kości. Taką, która umie zrobić śniadanie, widziała "Amelię", czytała ( o ile w ogóle) coś więcej niż Kamasutrę, nie kontroluje obsesyjnie czy aby na pewno żaden paznokieć się nie złamał, ale gdy patrzy w lustro uśmiecha się szeroko i delikatnym gestem poprawia starannie uczesane włosy. Teraz powtórzę pytanie: Poznaliście kiedyś dziewczynę?

Brak komentarzy: