Dzisiaj był dzień stania w korkach. Zawieszona, z ciągłym uczuciem presji czasu i wielości rzeczy do zrobienia, obserwowałam ludzi. Widziałam kłócącą się parę. Stali w odległości kilku metrów od siebie i w pierwszej chwili miałam wątpliwości czy dobrze oceniam sytuację, czy oni w ogóle się znają. Ale dziewczyna miała charakterystyczny wyraz twarzy: zamyślony, zraniony i uparty zarazem. Stała odwrócona lekko bokiem z założonymi rękami, na prostych nogach, z wysoko uniesioną głową. Podchodzili so siebie co jakiś czas i wymieniali kilka zdań. Przez drzwi tramwaju nie słyszałam ich głosów, ale ruch ust wskazywał na to, że mówili głośno, półzdaniami. Raz po raz odwracali swoje głowy, a potem swoje ciała. Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu myślałam, że to straszne. Co to za pary, które tak się kłócą. To, że w ogóle to już błąd, po co są ze sobą, skoro się kłócą. Ale że tak na ulicy, przy ludziach? Żenada. Dziś, gdy sama znajduję się czasem w takiej sytuacji, nie zauważam tego, jak wiele się we mnie zmieniło. Gdy robię to wszystko, czego nigdy nie chciałam robić. Gdy zmęczona po całym dniu mówię mojemu M. przez telefon: "Pewnie! Przyjedź!". I nie jest to obłudne. To sprawia mi przyjemność...
Drugi obraz z dzisiejszego dnia utkwił mi w pamięci. Wracałam już do domu. Jadąc autobusem zauważyłam za szybą chłopca, który puszczał bańki mydlane. Miał kupione bańki, takie najprostsze opakowanie, które pamiętam z dzieciństwa. Dmuchał w to plastikowe kółeczko tak radośnie. Dmuchał i radości jego nie było końca. Wodził za powstałymi bańkami oczami, cierpliwie obserwował jak się unoszą, jak opadają, jak kończą swój żywot. Przypomniałam sobie te radosne chwile z dzieciństwa, gdy czas mijał spokojnie na najprostszych czynnościach, które do niczego nie musiały prowadzić. Puszczanie baniek! Tak niewiele i tak wiele. Radość tworzenia, krótkość trwania. Dziś zapędziłam się do punktu, w którym nic nie jest proste. To podobno główny wyznacznik dorosłego życia. Może. Ja jeszcze nie wiem. Dopiero się go uczę.
Chłopiec siedział na wózku inwalidzkim.
wtorek, 13 maja 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz