piątek, 16 maja 2008

Minęła 6:20

Dzień dobiega końca z poczuciem niewykonanego planu. Tak jest. Codziennie rano zaczynam zakładać sobie pewien plan do zrealizowania. To ułatwia mi przejście od fazy 'nie chce mi się' do fazy 'muszę', skraca czas wykonywania rutynowych czynności: prania, prasowania, jedzenia, użalania się nad brakiem czasu. W pewnym stopniu (o dziwo!) skraca nawet ilość marnowanego czasu, czyli tego, który spędzam przez tv czy lekturą czasopisma. W tym roku doszła mi dodatkowa słabość, dodatkowy "pożeracz" czasu. To mój M. Nie sądziłam, że "odstawienie" go na jakiś czas będzie takie trudne. Jest, ale to temat nie na tego posta. Wracając...
Wciąż jednak nie jest to pełnia mojej możliwości, a powinnam raczej powiedzieć eksploatacji. Mam nadzieję zwiększyć tempo i, jak zwykle, jakoś ze wszystkim zdążyć. Jednak na dzień dzisiejszy, jak zwykle, wydaje mi się, że jest to wizja absolutnie nie do zrealizowania. Oby jutrzejszy dzień nie był stracony, jak zwykle...

Brak komentarzy: