wtorek, 3 czerwca 2008

Jeszcze wtorkowo...

Jeszcze przez 10 minut mamy wtorek. Wypiłam kolejnego plusza i czekam na działanie kofeiny. Rozpoczynam przygodę z formalizmem rosyjskim. Staram się rozumieć to, czego się uczę, bo uczę się niewiele, więc planem awaryjnym będzie budowanie analogii.

A ogólnie to szaro, męcząco, gorąco... z lekkimi przebłyskami dobrego humoru.
Moja mama ostatnio źle się czuje. Przyprawia mnie to o dodatkowe nerwy, bo nie jest już młodą dzierlatką. Łapię się na tym, że jeśli nie wraca o stałej godzinie do domu i nie zostawi mi żadnej wiadomości, to odchodzę od zmysłów. Że może zasłabła, gdzieś leży, albo siedzi i czeka aż jej przejdzie. Drżę o nią tak jak ona, gdy będąc na to zdecydowanie za młodą, wychodziłam po nocach. Teraz, gdy mieszkamy już tylko w trójkę, widzę jak dobrze, że rodzice mi się udali. Widzę w nich ludzi, takich z problemami, dolegliwościami, lękami, żalami, wyrzutami, zawiedzionymi nadziejami, zrealizowanymi marzeniami. Ich miłość, przyjaźń, oddanie.... no kurcze fajni są, udali mi się.

Czuję plusza w swojej głowie. Idę.

Brak komentarzy: