Nie wiem dlaczego tak być musi, ale kobiety zostały stworzone do płakania. Nie wiem jak to robią te, które nie płaczą...
Usiadłam dzisiaj i uświadomiłam sobie, że zaczynam się bać. Ostatni rok był jak bajka. Ja, on, długie wieczory, filmy, nogi przykryte kocem. My, wy, oni, domowe obiadki, wycieczki do lasu, kukurydza z grilla. Zapomniałam o wszystkim, co zwalało mnie z nóg. Co sprawiało, że mówiłam: to się nie może udać. Teraz siedzę i jestem w tamtym martwym punkcie. Oddala się ode mnie jego dłoń, wspólne zdjęcia, figurki z kasztanów i te wszystkie plany: małe mieszkanko z puszystym dywanem, kuchnia pachnąca imbirem, Franciszek i Marysia, których chcemy sprowadzić na świat...
Chciałabym się obudzić i znaleźć lekarstwo. W przenośni i dosłownie.
wtorek, 17 czerwca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz