Znów mamy czwartek. Znów jest za późno by cokolwiek zaczynać. Znów zrobię sobię wieczorną sałatkę i będę musiała zasiąść do książki. Znów położę się do pustego łóżka. Przede mną kilka dni, które wyjaśnią wszystko. Przyniosą spokój lub otępienie...
Jak dobrze, że jest ta sesja, bo zajmuje moje myśli, a przynajmniej udaję, że tak jest.
Gdy dobiegnie końca, nie pozostanie nic, tylko zmierzyć się z tym, co nadejdzie.
Oby M. nadal chciał trzymać mnie wtedy za rękę.
Trzymam się tylko dzięki jego trzymaniu.
czwartek, 19 czerwca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz