Jutro wieczorem zmęczona położę się spać. Będę po długim i ciężkim dniu. Będzie mi szumiało w głowie. Będę odprężona. Cokolwiek by się nie stało odsunę od siebie traumę na jakiś czas lub na zawsze.
Jutro wieczorem znowu wrócę myślami do niego. Do nas. Do planów i nadziei. Zwykłych i nie zwykłych. Dni.
niedziela, 13 lipca 2008
sobota, 12 lipca 2008
piątek, 11 lipca 2008
żeńskie rymy nocy lipcowej
Idź do niej. Tak. Tam.
Obejmij. Ogarnij. Strach niesiony w torebce.
Aksamitnej poduszce pod głową nie brak niczego prócz snu.
Obejmij. Ogarnij. Strach niesiony w torebce.
Aksamitnej poduszce pod głową nie brak niczego prócz snu.
środa, 9 lipca 2008
znowu środowo
Skoro już tu jestem, to napiszę. Że wszystko dobrze. Że jestem ruda. Że modlę się, żeby zdać ten głupi, trudny egzamin. Że nie chcę uciekać już przed nim więcej. Że mi zależy. Że gdzieś się gubię i odnajduję. Że długo śpię i krótko płaczę. Że dzieje się, błyszczy. Że będę więcej pracować i więcej zarabiać. Że będzie z czym myśleć o przyszłości. Że tęsknię za wolnością. Napiszę to, bo czemu nie. Bo jest dzień wolny, jest klawiatura, jest sterta rozłożonych notatek, które złowieszczo szeleszczą: "przeczytaj mnie, może właśnie o mnie Cię zapyta". Wszystko wydaje się ważne i zupełnie nieistotne. Uporządkowany chaos. Kalejdoskop uczuć. Wrażeń, emocji, słońca i deszczu.
Skoro już tu jestem, to napiszę. O wizycie u lekarza. Chirurga - traumatologa. Odwiedziłam go z kolanem. Boli od dwóch miesięcy. Olfen nie pomaga. Zapytana o dolegliwości, opisuję: " ból nasila się, gdy długo nie ruszam kolanem, szczególnie w nocy, noga drętwieje i ból mnie budzi, wydaje mi się wtedy, że nigdy nie rozprostuję nogi, gdy dokonuję tego wysiłku, ból promieniuje, następnie rozchodzi się i za kilka godzin budzi ponownie. Zdecydowanie lepiej jest, gdy chodzę". Lekarz wysłuchał, kazał się położyć, dokładnie opukał kolano, przycisnął, poruszał, powyginał, powykręcał, kazał wstać. Zaczął snuć barwną historię o mojej chrząstce kolanowej. Że najprawdopodobniej uszkodzenie, że to typowe dla kobiet, choć nie wiadomo dlaczego, bo przyczyny nie ma. Że moja chrząstka jest teraz jak ręcznik frotte, a nie jak lusterko i dlatego w kolanie chrupie. Lekarstwa nie ma, ale zrobimy usg.
A na odchodne dodał: " i właśnie dlatego nie boli Panią w nocy, a boli, gdy dużo rusza nogą"
Skoro już tu jestem, to napiszę. O wizycie u lekarza. Chirurga - traumatologa. Odwiedziłam go z kolanem. Boli od dwóch miesięcy. Olfen nie pomaga. Zapytana o dolegliwości, opisuję: " ból nasila się, gdy długo nie ruszam kolanem, szczególnie w nocy, noga drętwieje i ból mnie budzi, wydaje mi się wtedy, że nigdy nie rozprostuję nogi, gdy dokonuję tego wysiłku, ból promieniuje, następnie rozchodzi się i za kilka godzin budzi ponownie. Zdecydowanie lepiej jest, gdy chodzę". Lekarz wysłuchał, kazał się położyć, dokładnie opukał kolano, przycisnął, poruszał, powyginał, powykręcał, kazał wstać. Zaczął snuć barwną historię o mojej chrząstce kolanowej. Że najprawdopodobniej uszkodzenie, że to typowe dla kobiet, choć nie wiadomo dlaczego, bo przyczyny nie ma. Że moja chrząstka jest teraz jak ręcznik frotte, a nie jak lusterko i dlatego w kolanie chrupie. Lekarstwa nie ma, ale zrobimy usg.
A na odchodne dodał: " i właśnie dlatego nie boli Panią w nocy, a boli, gdy dużo rusza nogą"
wtorek, 8 lipca 2008
i już wiadomo, co będzie...
nauka. Znowu zagłębiam się w stertę z wykładów i mnożę scenariusze. Czy podołam, czy się uda. Nie chcę września, chcę wakacje. Dwa miesiące spokoju. Żądanie niewygórowane, a teraz tak nierealen. Liczę na swe szczęście... Licząc, uczę się.
środa, 2 lipca 2008
o tym, co robić gdy nie wiadomo co robić
Chyba kompletnie mi odbija. Pewnie są tysiące osób, które chciałyby dostać awans. Pewnie kilkanaście z nich spotykam regularnie w pracy. Pewnie nie powinnam mieć wyrzutów sumienia. A jednak. Czy jestem normalna trwając w swoim postanowieniu? Myśl ta powracała do mnie dzisiaj kilkakrotnie. Czasami bywa tak, że pewne rzeczy dzieją się niespodziewanie. Pod wpływem implusu zdecydowałam się kiedyś na podjęcie regularnej pracy. To miało być tylko na chwilę. Mija półtora roku... W trakcie tego czasu zmieniłam się nie do poznania. Wiele możliwości stworzyły mi pieniądze, które zarobiłam. Równie wiele przysporzyły problemów. Myślenie "do przodu" - to choroba, której nabawiłam się wraz z wejściem w konsumpcyjny świat. Osoba, którą jestem teraz... Hmmm, niewiele we mnie tej beztroskiej dziewczyny, dla której stypendium naukowe było możliwością ogarnięcia całego świata. Wiem, że nigdy już do niej nie wrócę. Mam już inne problemy i inne pomysły, zapewnie też inne plany. To, co wciąż mnie trapi, to niepewność, brak wystarczającej wiary we własne siły i zdolności. Bo wiem, że nikt niczego za mnie nie załatwi, nigdzie nie przyjdę na gotowe. I nie wiem skąd ten irracjonalny lęk, bo jeszcze półtora roku nigdy bym nie sądziła, że sprawdzę się w pracy, do której nie miałam żadnego przygotowania i że wytrzymam aż tyle. Czy jestem wariatką, bo nie chcę awansu? Chyba jednak nie. Trzymam teraz wiele srok za ogon, jedne mocno, inne luźniej i cholera... mam dziwne wrażenie, że to, co robię jest właściwe.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



