niedziela, 3 sierpnia 2008
oda do leniwej niedzieli
Lubię, gdy dzień zaczyna się wolno. Gdy budzę się zmięta, bo on znowu rozpychał się w nocy. Gdy patrzę na jego twarz. Tak spokojną, śpiącą, męską, moją. Lubię, gdy chodzimy w pidżamie do południa. Robimy jajecznicę. Kłocimy się o to, kto pozmywa. Ktoś zadzwoni, ktoś przeszkodzi. O niczym nie trzeba myśleć na poważnie. Chyba, że o nas. Głosach, ciałach, postanowieniach. Byle do przodu. Byle do października.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz