piątek, 31 października 2008

szafa próżności

Zaczynam życie w odcieniach beżu i czekolady. Takie, jakie od kilku lat chciałam mieć. Centralne w nim miejsce zajmuje duża, trzydrzwiowa szafa.
Moja szafa próżności.
Pamiętam, że gdy byłam mała, lubiłam się otaczać ładnymi przedmiotami. Zbierałam figurki, kamyki, kasztany, karteczki, kolczyki, ołówki, frotki... byłam totalną chomikarą i graciarą, a wszystko chowałam do szafy. To były moje ładne przedmioty. Gdy trochę podrosłam, miejce bibelotów zajęły ubrania. Stylowe, zwyczajne, śmiałe, kiczowate. Ich zbieranie i wyszukiwanie stało się pasją. Taką kobiecą i próżną równowagą dla ciągłego czytania książek i braku zainteresowania telewizją. A że nie miałam wówczas prawie żadnych środków finansowych, realne odpowiedniki mojej próżności pochodziły z różnych miejsc - szaf, wieszaków, tanich półek sklepowych... Kupowałam i przerabiałam. Szukałam próżności. Futerko w panterkę, szyfonowa etola, ukochany militarny sweter, wiernie wytarte sztruksy. Przywiązywałam się do tych szmatek i w nich lokowałam swoją fantazję.
Kilka tygodni temu dokonało się kolejne przewartościowanie. Tknęło mnie dzisiaj. Mniej zbieram, mniej kupuję, coraz mniej w mojej szafie próżności. Mniej chyba też tej fantazji - choć może ulokowałam ją po prostu gdzie indziej, tylko jeszcze nie wiem gdzie.
Bo szafa w kolorze beżu i czekolady jest duża, przepastna i trzydrzwiowa...

poniedziałek, 27 października 2008

dziennikarski warsztat językowy

Czytam, bo wciąż uważam, że wiem zbyt mało. Denerwuję się, bo wiem, że czyha na mnie pułapka wielozadaniowości: brak profesjonalizmu. Nie wiem czy kiedykolwiek nauczę się pisać dobry lead. Zainteresować, przykuć uwagę, sprzedać.
"To takie smutne, że dzisiaj sprzedaje się opakowania" - powiedział wczoraj M., gdy rozmawialiśmy o projektowaniu i cenach okładek do książek. Mówiłam o tym z takim zapałem, wymieniałam numery z wzornika Pantone i Cmyka, tworzyłam ich kombinacje, stopień nasycenia koloru, efekt dla ludzkiej rogówki... analizowałam stopień pokrycia folią, drobinkami złota (koniecznie na tytuły ukazujące się przed świętami!), mówiłam i mówiłam, a M. na to właśnie te słowa: " dzisiaj sprzedaje się opakowania". Ja jeszcze lubię ten moment, gdy biorę nową książkę do ręki. Ona ma dla mnie przede wszystkim treść, choć barwę przecież też. Ale to racja, chcę siedzieć w biznesie, który sprzedaje opakowania, nie myśli.
Myśli swoich sprzedawać się nie opłaca. I dosłownie i w przenośni.

poniedziałek, 13 października 2008

ja i moi uczniowie, czyli ciężkie przypadki w polskiej szkole

Zaczęło się. Ruszyło. Już nie siedzenie z tyłu. Już bez godzin błogich, acz nudnie spędzonych. Teraz to się dzieje. Drodzy Państwo, teraz to się dzieje i dzieje się naprawdę. Konspekty w ruch, dziennik w użyciu. Opanowanie zewnętrzne i wewnętrzne rozdygotanie. Ja czy oni? Dzwonek czy lekcja? Ścieramy się. Spieramy się. Docieramy. 45 minut osobistych podchodów. I moje odpieranie. Spychanie do boksu kretyńskich uwag. Osobistych wycieczek. Ucieczek. Słuchają mnie i patrzą wnikliwie. Przeszywają mnie wzrokiem i liczą każdą głoskę. Sprawdzają. Sondują. A ja po nich wodzę i emocje mam na wodzy. I nerwy i wszystkie swoje słabe punkty. Czuję na sobie ich spojrzenia i nadzieje. Oni naprawdę słuchają tego, co mówię i może czegoś się z tego nauczą. Oni myślą, że mam rację. Zadają pytania. Chcą odpowiedzi. I prawdy. I cierpliwości. I powagi.
Ja w tym wszystkim niczym inna osoba. Próbuję sprostać.

niedziela, 12 października 2008

o niedzieli słów kilka

Niedziela niedzielą. Niedzielnie profanuję dzień Pański na rzecz dnia powszedniego. Biorę się za robotę. Czeka pełna pralka i stos bluzeczek do prania ręcznego. Garść klasówek do sprawdzenia i ocen do wystawienia. Metafora czy metonimia, Gutenberg czy Guttenberg, a może korzystać się rzeczywiście pisze przez "ż" jak twierdzi większość uczniów...
Jest już 14 a tu nie wiadomo, w co ręcę włożyć. Może w nic nie włożę.

czwartek, 9 października 2008

mężczyźni

Mężczyźni są obleśni. Oczywiście oprócz M., mojego brata i taty. I dziadka. Jednego wujka i dwóch kuzynów. Dwóch przyjaciół ze studiów i jednego z liceum. No i oprócz moich byłych. Kilku kolegów z pracy. I byłych prac. Kumpla z seminarium. Mojego promotora. Trzech prowadzących moje zajęcia. Mojego poprzedniego promotora. Przyjaciela M. Kilku moich uczniów. Pana z czytelni. Mojego chirurga naczyniowego. Chłopaków z bonito.pl.
Ale tak to mówię Wam. Są obleśni.

środa, 8 października 2008

Madziu! Kocham Cię!

"Madziu! Kocham Cię!" - od razu rzuca mi się w oczy temat jednego z maili, gdy otwieram swoją skrzynkę. Adresat nieznany. Myślę, sobie: znowu jakiś spam reklamowy. Będą mnie zachęcać, żebym zjadła czekoladki, kupiła mieszkanie, wybrała książkę, wzięła kredyt w banku... Tani chwyt. Jakże niestosowny wobec singli, wdów i wdowców, rozwodników, żyjących w separacji, nieszczęśliwie zakochanych, zdradzanych, porzuconych i oszukiwanych w miłości. Jakże niestosowny wobec wielu. Nóż się w kieszeni otwiera. Oczywiście sprawdzam tego maila w pierwszej kolejności.
Od M. Założył skrzynkę specjalnie po to, żeby mnie zaskoczyć. Rozkleiłam się. Rozpłynęłam. Popukałam w głowę, żeby obudzić zapomniany romantyzm. Ale M. pamięta. M. się stara. M. podgrzewa nasz kanał komunikacyjny - tak by powiedział psycholog. (bo ja ostatnio samą psychologię czytam nie wiedzieć czemu). Kurcze, że mi ten M. spadł z nieba. Szczęściara.
Ostatnio wszystko nas zmusza, żebyśmy zajmowali się sobą. A my chcemy się zajmować nami. Często jesteśmy osobno. Nie możemy zobaczyć ani dotknąć. Tęsknimy i dorastamy.

środa, 1 października 2008

czekoladowo

Pierwszy dzień nowego miesiąca w moim życiu. W głowie masa myśli. Wszystkie banalne. Mądry psycholog powiedziałby pewnie, że to jakiś syndrom. Bo jakże to tak bez syndromu w dzisiejszym świecie. Każdy coś ma. Mam i ja. Syndrom owocowy każdy z nas ma.
Powinnam dzisiaj siedzieć i płakać. A jeśli nie płakać, to chociaż rozmyślać. Rozliczać, żałować i planować. (wybrane skreślić) Nie robię nic. Prawie. Nakładam na twarz czekoladową maseczkę. Dotleniająca. 2,99 mniej w portfelu, 10 minut radości na twarzy.
A nawet nie lubię czekolady.