poniedziałek, 13 października 2008

ja i moi uczniowie, czyli ciężkie przypadki w polskiej szkole

Zaczęło się. Ruszyło. Już nie siedzenie z tyłu. Już bez godzin błogich, acz nudnie spędzonych. Teraz to się dzieje. Drodzy Państwo, teraz to się dzieje i dzieje się naprawdę. Konspekty w ruch, dziennik w użyciu. Opanowanie zewnętrzne i wewnętrzne rozdygotanie. Ja czy oni? Dzwonek czy lekcja? Ścieramy się. Spieramy się. Docieramy. 45 minut osobistych podchodów. I moje odpieranie. Spychanie do boksu kretyńskich uwag. Osobistych wycieczek. Ucieczek. Słuchają mnie i patrzą wnikliwie. Przeszywają mnie wzrokiem i liczą każdą głoskę. Sprawdzają. Sondują. A ja po nich wodzę i emocje mam na wodzy. I nerwy i wszystkie swoje słabe punkty. Czuję na sobie ich spojrzenia i nadzieje. Oni naprawdę słuchają tego, co mówię i może czegoś się z tego nauczą. Oni myślą, że mam rację. Zadają pytania. Chcą odpowiedzi. I prawdy. I cierpliwości. I powagi.
Ja w tym wszystkim niczym inna osoba. Próbuję sprostać.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Ależ to imponujące, droga, poczciwa M :) Nauczą się, jestem przekonana, że wiele pojmą. I nie wątpię w twoją powagę nic a nic im trzeba takiego mądrego człowieczka jak ty!