Choć nieproszone, to nadchodzą a wraz z nimi smaki dzieciństwa. I powinien to zapewne być sernik albo ości z karpia. Ale nie. Mój smak dzieciństwa... paluszki ze szklanki! Ze szklanki koniecznie. Bo ta dzisiejsza młodzież to z opakowań foliowych (niebiodegradowalnych) albo (a fu!) z plastikowych tacek je te zlepki węglowodanów solą pokryte. A mili moi, jeśli paluszki to ze szklanki. tak były podawane w moim dzieciństwie i jest to jedyny sposób właściwy. Szklanka - ot i cały sekret wyśmienitego podania. Bo musi być kontakt ze szkłem, żeby paluszek nabrał smaku. Dzieciństwa smaku.
Obejrzałam dzisiaj Vicky Christina Barcelona. Nowy Allen. Zupełnie nie wiem dlaczego w kinach polskich dopiero w marcu, jeśli pozostała część Europy już pół roku temu go widziała.
Oglądałam (a rzecz się miała na niebiodegradowalnej płycie, skopiowanej pokątnie) i po prostu mnie tknęło. Na paluszki w szklance. Na smak dzieciństwa. Ten pierwszy i tak doskonały. Ten, który zawsze jest przy mnie. Tak jak ten lęk przed zastygnięciem w wyborach miłosnych - o których jest film.
poniedziałek, 22 grudnia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz