Godzina 22:28. Poniedziałek. Zaczynam pisać konspekt swojej pracy magisterskiej, bo poniedziałek to dobry dzień by zaczynać. Zaczynam i dziś (w nocy?) muszę skończyć, bo jutro muszę go oddać. Czas leci nieubłaganie a przez cały rok niewiele w kierunku swojej pracy zrobiłam. Wciąż nie mogę się zdecydować jakimi autorami się zajmę. Stasiuk, Głowacki - tylko oni pasują mi do wizji feminizm contra maskulinizm. Podoba mi się sama idea analizy zjawiska, nie podobają mi się teksty, z którymi będę musiała pracować. Ale ponoć tak jest łatwiej, nastawienie anty- dodaje siły do krytyki. Trzymam w ręce Niezbędnik Inteligenta Polityki, rozpaczliwie szukam inspiracji. A najgorsze przede mną - wizja spójnej propozycji rozwikłania zagadnienia naukowego.
Gdy tak siedzę i patrzę jak miotam się w tym co robię, powraca do mnie rozmowa z promotorem i jego zaproszenie na studia doktoranckie. Czy w ogóle bym się do tego nadawała i na ile musiałabym zmienić swoje życie, plany, marzenia... podporządkować je idei zdobycia wiedzy, pewności siebie a może tylko tytułu...
Teraz żyję w obłędzie zapełniania rubryczek w indeksie, ale to się skończy. I co zrobię, gdy zrobię już wszystko?
Gdy, na przemian, widzę swoje braki i odczuwam przebłyski zapału, pojawia się u mnie myśl, że czas na jakieś większe zmiany. Tylko co tu wybrać? Niełatwo mi będzie powrócić do tego, co było kiedyś. Do wolności, książek i bezmiaru czasu. Chciałabym, żeby los wybrał za mnie. Ja się boję. Głównie dlatego, że obojętnie którą drogą bym nie poszła i tak będę musiała sobie odpowiedzieć na jedno z dwóch pytań: Dlaczego to zrobiłam?/ Dlaczego tego nie zrobiłam?
poniedziałek, 26 maja 2008
mój największy wzór
Mama jest moim największym wzorem. Niedoścignionym. Zupełnie nie wiem jak ona to robi, ale zawsze ma na wszystko czas i do każdego z nas cierpliwość. Nawet, gdy jest bardzo zmęczona, nie myśli o sobie, a o nas. Może to ta mityczna siła matczynej miłości. Chciałabym kiedyś choć w połowie być taką jak ona. Chciałabym, że moje dziecko patrząc na mnie było dumne i myślało: wow! to moja mama. Tak. Dokładnie tak. Wow - żeby zadziwienie mieszało się z dumą i niedowierzaniem.
Dziś, wraz z upływem lat, widzę w mojej mamie także kobietę. Nasze rozmowy nabierają innego wyrazu, nasze problemy rozwiązujemy wspólnie. I choć szokiem był dla mnie pierwszy raz, gdy mama przyznała się przy mnie do słabości, to suma sumarum, bardzo nas to do siebie zbliżyło. Dziś jest moją mamą i (choć zabrzmi to kuriozalnie) kobietą mojego życia jeszcze bardziej niż kiedyś.

Dziś, wraz z upływem lat, widzę w mojej mamie także kobietę. Nasze rozmowy nabierają innego wyrazu, nasze problemy rozwiązujemy wspólnie. I choć szokiem był dla mnie pierwszy raz, gdy mama przyznała się przy mnie do słabości, to suma sumarum, bardzo nas to do siebie zbliżyło. Dziś jest moją mamą i (choć zabrzmi to kuriozalnie) kobietą mojego życia jeszcze bardziej niż kiedyś.

kiedyś (dla mojego M.)
Pod powieką, w sennych marzeń gaju
Widzę Ciebie, stoisz gdzieś na dróg rozstaju
Jesteś blisko, słyszę tembr Twego głosu
Płynie do mnie, w rytm melodii granej przez zrządzenia losu
Przeciwności pokonując do bram serca dociera
A ja w takt jego nucę "Yellow Cinderella"
Wtem ciemność ustępuje, oczy swe otwieram
I tropi mnie ból słodki, z tęsknoty umieram
Czym prędzej znów uciekam w wyśnione ulice
z nadzieją, że miłość Twą choć na chwilę uchwycę
Wybacz, że słowa tak proste płyną z ust dziewczyny
lecz na dobre i złe Tyś jest jej jedyny
Widzę Ciebie, stoisz gdzieś na dróg rozstaju
Jesteś blisko, słyszę tembr Twego głosu
Płynie do mnie, w rytm melodii granej przez zrządzenia losu
Przeciwności pokonując do bram serca dociera
A ja w takt jego nucę "Yellow Cinderella"
Wtem ciemność ustępuje, oczy swe otwieram
I tropi mnie ból słodki, z tęsknoty umieram
Czym prędzej znów uciekam w wyśnione ulice
z nadzieją, że miłość Twą choć na chwilę uchwycę
Wybacz, że słowa tak proste płyną z ust dziewczyny
lecz na dobre i złe Tyś jest jej jedyny
Subskrybuj:
Posty (Atom)

