niedziela, 1 czerwca 2008

* * *

Niedziela, 6:30. Dzwoni budzik, trzeba wstać na zajęcia. To nieistotne. Od godziny nie śpię. Nie mogę. Siedzę w fotelu i siorbię kawę. Przeglądam wiadomości na onecie. Myślę. Uczę się pokory. Przez ostatnie trzy dni ciało nauczyło mnie pokory. Ból przypomniał jak niewiele znaczy wszystko to, co nie jest zdrowiem. Nawet wiewiórka, która wczoraj, przed samą ósmą przemknęła radośnie przez środek Karmelickiej, nie wybiła mnie z szarego rytmu poranka...
1 dzień czerwca. Dobry dzień, by zaczynać. Najlepiej poważną i odpowiedzialną naukę.
1 czerwca. Dzień dziecka. Chyba po raz pierwszy czuję się minimalnie bardziej kobietą niż dzieckiem.
Szkoda.