sobota, 7 czerwca 2008

wielkie daty, mała ja

Dziś urodziny mojego M. Udany wieczór, choć za krótki.
Zapowiadało się nieciekawie. Ja, zupełnie niemrawa, on śpiący po poprzedniej, imprezowej nocy. Ja uparta, on uparty. Gdy wspólne popołudnie osiągnęło najwyższy stopień drętwoty, wszystko się przesiliło. Dawno się tak nie śmiałam, a to tylko dzięki M. To niezwykłe jak on wierzy we mnie i w nas, a jak ja wierzę zbyt mało. No może dziś troszkę więcej niż zwykle...
Skończył 24 lata, co widać poniżej :)




Zawsze, przy okazji takich dat i rocznic, zamiast cieszyć się i świętować, myślę o tym co się we mnie i dookoła mnie zmieniło. Szczególnie ostatnio, gdy z przeszłości powraca wszystko to, o czym rozpaczliwie chciałam zapomnieć. To, co rozpaczliwie odpychałam od siebie, zaklinałam...
Idę do przodu, zmieniam się, ale gdy przychodzi próba wydaje mi się, że to dalej ta sama ja. Zbyt młoda, zbyt głupia, zbyt wrażliwa. Dziwne to.
Czas nauczyć się czerpać ze swojej słabości. Może właśnie z M.
Choć tego nie przeczyta: Sto lat, może Ty i ja to właśnie to.
Chciałabym.