Maybe I've seen just few things in life
Love, hate, strong faith and unpurpose crime
Maybe my eyes were a little to shy
to follow the darkness of my every lie
Maybe my thoughts have cheated on me
making me think it's easy to be
Maybe I really haven't met you yet
Maybe all of this is just in my head
But what if not, if your face is real
and our future is going to be clear
who's gonna show me how to treat you well
how will I know that we're not heading to the end
Fear, hope and panic - it is all inside
facing a battle with fulfilling pride
Yes, having you near is making me smart
pumping fresh blood all over my heart
I used to be blind but now I can see
how empty is life when it is just me
how shallow are dreams
how boring is bed
How every movie just seems to be sad
how pointless and foolish can be every day
when there's no one special standing in your way
But those days are over, I'm no longer alone
I don't have to stare at silent telephone
I still can't believe that I am by your side
Doing my best to upgrade your life
That's why I'm so grateful and think 'come what may'
Hoping that one day you're gonna say:
She's not just a dream that I had before
She's a dream that will give me so much more and more
niedziela, 8 czerwca 2008
niedzielnie
Za oknami szum, flagi, okrzyki, dźwięk karetki... Wokół mnie cisza, dystans, spokój, ananasowa herbata i końcówka Eugeniusza Oniegina.
Znów oglądałam ten film.
Znów nie drażnił mnie Ralph Fiennes w roli rosyjskiego dekadenta.
Znów serce mi podeszło do gardła, gdy w jednej z ostatnich scen zobaczyłam pięknie wystylizowaną Liv Tyler siedzącą w fotelu, posągową, w najpiękniejszej scenografii, jaką stworzyło kino z tej epoki. Kiedy ona w śnieżnobiałej sukni w śnieżnobiałym pokoju i on w czarnym fraku. Symbolicznie czysta i nieczysty, biała i czarny, dobra i zły. Ona płacze, on żałuje. I nigdy nie będzie wiadomo, czy szczerze, bo przecież już nie ma możliwości z nią być.
Znów myślę o tym, że to jest powieść, która mówi o moich najgłębszych lękach. O tym, jak człowiek sam siebie unieszczęśliwa. O tym, czym w ogóle jest szczęście. Czy jest?
Ktoś kiedyś pokazał mi ten film, ale dopiero teraz zobaczyłam go naprawdę.

Nie myślę o tym, co przede mną, nic mnie nie dotyka, nie martwi. Niczego się teraz nie boję. Nie wiem co będzie za tydzień i czy wszystko się ułoży. Nie wiem i wiedzieć nie muszę.
Bo wokół cisza, zmrok, puste mieszkanie i zapach ananasa w powietrzu.
Znów oglądałam ten film.
Znów nie drażnił mnie Ralph Fiennes w roli rosyjskiego dekadenta.
Znów serce mi podeszło do gardła, gdy w jednej z ostatnich scen zobaczyłam pięknie wystylizowaną Liv Tyler siedzącą w fotelu, posągową, w najpiękniejszej scenografii, jaką stworzyło kino z tej epoki. Kiedy ona w śnieżnobiałej sukni w śnieżnobiałym pokoju i on w czarnym fraku. Symbolicznie czysta i nieczysty, biała i czarny, dobra i zły. Ona płacze, on żałuje. I nigdy nie będzie wiadomo, czy szczerze, bo przecież już nie ma możliwości z nią być.
Znów myślę o tym, że to jest powieść, która mówi o moich najgłębszych lękach. O tym, jak człowiek sam siebie unieszczęśliwa. O tym, czym w ogóle jest szczęście. Czy jest?
Ktoś kiedyś pokazał mi ten film, ale dopiero teraz zobaczyłam go naprawdę.

Nie myślę o tym, co przede mną, nic mnie nie dotyka, nie martwi. Niczego się teraz nie boję. Nie wiem co będzie za tydzień i czy wszystko się ułoży. Nie wiem i wiedzieć nie muszę.
Bo wokół cisza, zmrok, puste mieszkanie i zapach ananasa w powietrzu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

