piątek, 20 czerwca 2008

dobre strony złych sytuacji


Zostały dwa egzaminy i (oby to tylko w tym roku) tradycyjnie umiem niewiele czy też nie umiem wiele. Siedzę i czytam wykłady z literatury rosyjskiej, ale kto byłby w stanie zapamiętać te wszystkie nazwiska, imiona i patronimiczne ich pochodne?! Więc nie pamiętam! Staram się konotować fabuły co ważniejszych powieści i opowiadań a poezja cała jeszcze przede mną, więc krzyżyk na drogę i byle do poniedziałku. A na wtorkowy egzamin, to niby umiem, ale niczego nie pamiętam...
Ale jest szczęście w nieszczęściu, szaleństwo w tej metodzie, plus w minusie jak to mawiał klasyk:
już nigdy więcej nie będę musiała pójść do tej sali na TE zajęcia i opierać się manipulacyjnym wpływom prowadzącej, która nota bene, wisi mi wciąż 30 złotych...