środa, 2 lipca 2008

moja siła

o tym, co robić gdy nie wiadomo co robić

Chyba kompletnie mi odbija. Pewnie są tysiące osób, które chciałyby dostać awans. Pewnie kilkanaście z nich spotykam regularnie w pracy. Pewnie nie powinnam mieć wyrzutów sumienia. A jednak. Czy jestem normalna trwając w swoim postanowieniu? Myśl ta powracała do mnie dzisiaj kilkakrotnie. Czasami bywa tak, że pewne rzeczy dzieją się niespodziewanie. Pod wpływem implusu zdecydowałam się kiedyś na podjęcie regularnej pracy. To miało być tylko na chwilę. Mija półtora roku... W trakcie tego czasu zmieniłam się nie do poznania. Wiele możliwości stworzyły mi pieniądze, które zarobiłam. Równie wiele przysporzyły problemów. Myślenie "do przodu" - to choroba, której nabawiłam się wraz z wejściem w konsumpcyjny świat. Osoba, którą jestem teraz... Hmmm, niewiele we mnie tej beztroskiej dziewczyny, dla której stypendium naukowe było możliwością ogarnięcia całego świata. Wiem, że nigdy już do niej nie wrócę. Mam już inne problemy i inne pomysły, zapewnie też inne plany. To, co wciąż mnie trapi, to niepewność, brak wystarczającej wiary we własne siły i zdolności. Bo wiem, że nikt niczego za mnie nie załatwi, nigdzie nie przyjdę na gotowe. I nie wiem skąd ten irracjonalny lęk, bo jeszcze półtora roku nigdy bym nie sądziła, że sprawdzę się w pracy, do której nie miałam żadnego przygotowania i że wytrzymam aż tyle. Czy jestem wariatką, bo nie chcę awansu? Chyba jednak nie. Trzymam teraz wiele srok za ogon, jedne mocno, inne luźniej i cholera... mam dziwne wrażenie, że to, co robię jest właściwe.