W autobusie widać, że to już wrzesień. Że jesień. Skończyły się urlopy, zaczęły obowiązki. Opalone twarze mieszają się z szarymi oczami. Jest duszno, wciąż ciepło, znów tłoczno. Żyje się jakoś szybciej, żwawiej, grupowiej. Miasto zapełnia się swoimi mieszkańcami, nierówno oddycha ich codziennościami. Także moimi. Decyzjami, marzeniami, lękami. Moim jutrem.
Czuję się ostatnio dobrze. Widzę wyraźniej. Bo z nadzieją. Podejmuję kroki, których się boję, ale czuję, że są słuszne. Chciałabym się nie pomylić. Bo przecież jest wspaniale. Jest szczęśliwie. Nawet moje zmęczenie, kombinowanie. Nawet pędząca godzina za godziną tego nie zmienia. Choć już dawałam się nabrać, że może tak. Że może zmienia.
czwartek, 4 września 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)

