piątek, 28 listopada 2008

gin z tonikiem

Czasami dzień jest tak beznadziejny, że kończy się go z nowym numerem Vivy! w jednej, i szklaneczką ginu z tonikiem w drugiej ręce. Niby nic złego się nie wydarzyło. Głowa dziwnie bolała, ktoś coś powiedział, ktoś nie przyszedł. Więc pora pofolgować sobie i nie robić niczego ambitnego. Nie pisać wierszy, nie poprawiać literówek, nie sprawdzać nerwowo maila, nie oglądać estońskiego filmu o przemocy wśród grupy rówieśniczej młodzieży w wieku licealnym.
Nic, tylko Viva! i ja, a na wyciągnięcie ręki gin z tonikiem. Bo profilaktyka musi być.