środa, 24 grudnia 2008
przemówiłam ludzkim głosem
I dzisiaj dotarło do mnie. W domu około południa, gdy już odprowadziłam go na dworzec. Gdy pożegnałam jego zapach. Gdy nie miałam już cienia za którym mogłabym pogonić. Dotarło do mnie, uderzyło mnie z całą prostotą tej jasnej myśli: chcę, żeby ta miłość się udała. Tak jak udał się poprzedni wieczór i miniona noc. Chcę, żeby każdy dzień był zwykły i z nim. Bez (nie)zbędnych problemów i głupich lęków. Zwykły dzień dla wielkiej miłości rosnącej w siłę. Święta zwykłość dnia. Prewigilijnie przemówiłam ludzkim głosem. Nie o północy, ale w południe. I jeśli cokolwiek ma sens w tym pobożnym życzeniu, niech się spełni. Niech ta miłość się uda.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

