poniedziałek, 19 stycznia 2009
coś, czego szukam
Jest coś, czego szukam w literaturze i filmie, i zdaje się, że najprościej nazwać to - poruszeniem. Musi być tak, że książka czy film mnie porusza. Że czuję po prostu - Tak. Dzisiaj poznałam coś wartościowego. Nie zdarzyło mi się to nigdy przy oglądaniu hollywoodzkich produkcji. Jakkolwiek jako młoda pannica uznałam, że Titanic był smutny, a Armageddon widowiskowy, to większe wrażenie na mojej psychice robiły książki o Ani z Zielonego Wzgórza niż sceny filmowe. I w zasadzie tak pozostało do dzisiaj. W zasadzie, bo dzisiaj obejrzałam Ciekawy przypadek Benjamina Buttona, i właściwie wszystko mogło mi ten film obrzydzić. Czas jego trwania, rozmach produkcji, odtwórca głównej roli. Jednak historia opowiedziana w tym filmie się obroniła. Nie wiem czy to zasługa Fitzgeralda, czy może wrażenie przejmującej autentyczności uczuć tych postaci w historii, która nigdy nie mogła się wydarzyć. (no właśnie... nie mogła?) Ale tknęło mnie. Tknęło mnie do żywego. Choć nie jest to film wybitny i nigdy nim nie zostanie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz