W oczach się dzisiaj mieniło śniegiem, który chrupał z każdym mym stąpnięciem. Gdyby nie fakt, że moje kolanko przymarzało lekko mimo otulenia ciepłą rajstopą, chciałoby się tę chwilę zatrzymać. Popłynąć w niej tak zimowo, beztrosko, bezpiecznie.
Przyszedł czas powrotu na uczelnię. Brutalnego czasu pracy i otwierania książek. Stawiania pierwszych w tym roku kropek w sporządzanych notatkach. Czytania lektur przez nikogo nie chcianych. Ciężki to powrót. Szczególnie, że ostatni. A powinno być na odwrót.(?) Za ostatnim ciosem powinnam iść śmiało, w rękach dzierżąc dziarsko pióro pełne atramentu zmieszanego z intelektem.
Los o tym wie. Była awaria kanalizacji i odwołano popołudniowe zajęcia. Niech żyje mróz! I ja uśmiechająca się wdzięcznie do skrzypiącego zimą śniegu.
wtorek, 6 stycznia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz