piątek, 20 lutego 2009

anakolut rzeczywistości

Czytam dalej papcia Brandysa, bo, motyla noga, był chłopak całkiem mądry. I trafiam na to:
"(...) każdemu, kto wyłamał się z bloku zorganizowanego myślenia, grozi przyrośnięcie do innego bloku myślenia o przeciwnym napędzie. Niestety, tak jest. Co jednak nie oznacza, że tak jest nieuchronnie. Oznacza tylko, że człowiek, który chce myśleć samodzielnie, posuwa się między zębatymi kołami."* Przekładam to na swoje ontologiczne niepokoje. Bowiem musicie wiedzieć, że szukam ostatnio odpowiedzi na pytania podstawowe: kim jestem, dokąd zmierzam. Tak, zajmuję się ontologią i to wyłącznie, egoistycznie swoją własną. Zajmuję się tym wszystkim, na co inni tak rzadko mają czas. Bo praca, bo dzieci, bo mąż, bo kredyt za mieszkanie. Ja to wszystko dostrzegam, ja tego zazdroszczę i jednocześnie wyrażam pełne zrozumienia pobolewanie, że inni tak życie spędzać muszą i że ja wkrótce musze do tego dołączyć.
Ale nie teraz. Dziś mogę chodzić po ulicach i myśleć nad tym, czego potrzebuję. Mogę prać skarpetki w nowym, nabytym z konsumpcyjnej potrzeby boschu i karać siebie za pragnienia rozmyślań o swoim bycie i niebycie. Tak, jestem teraz jedną z tych denerwujących osób, która chciałaby chodzić do alternatywnych kawiarni i z czerwoną różą, przy stoliku nakrytym stylowym bieżnikiem czytać teksty Platona. Najlepiej w oryginale, jak snobistycznie i jak po krakowsku, to i na całego. Bo tam przecież wszystko się zaczęło. U Platona. W tym myśleniu sokratejsko - dialektycznym. Odpowiedzi chciałabym szukać u ojca dualizmu. Odpowiedzi na swój dualizm bytu i niebytu. I chciałabym używać trudnych i długich słów, np. na 'a', może 'anakolut'? I nosić czarny kapelusz, koniecznie. I czarny płaszcz, taki dwurzędowy przewiązany paskiem. Przechodniom kłaniać się w pas, jakby byli kimś znajomym. I mówić do siebie i wiecznie nie mieć czasu, bo przecież zajmowałabym się czymś istotniejszym niż zarabianie pieniędzy - drodzy Pańśtwo, ja bym się zajmowała samym bytem! I niebytem! Ot, co.
Tymczasem on zajmuje się mną. W tym zębatym kole. I dziś poczucie bytu odnajduję w prostych rzeczach. W tych wypranych skarpetkach, w smsie od M., w coverze "At last" w wykonaniu Beyonce. Cholernej** Beyonce! Niebywałe. I nie rozumiem nic z tego. Papcio Brandys przewraca się w grobie.



*K. Brandys, Nierzeczywistość, Chotomów 1989, s. 106.
** czy kogoś uraziłam?

Brak komentarzy: