środa, 18 marca 2009
* * *
A na Jagiellońskiej znów słońce! Z małymi tylko przerwami na gwałtowne, acz krótkotrwałe śnieżyce, choć w zasadzie nic w tym dziwnego, bo to, co krótkotrwałe zazwyczaj gwałtowne bywa i nic więcej się na ten temat nie da powiedzieć. Siedzę bezpiecznie za nieszczelnymi oknami wydziałowej czytelni i z obojętnością obserwuję żywioły natury. Z obojętnością, bo zaangażowanie swoje oszczędzam do celów, tak zwanych, wyższych, czyli lektury przenikliwej, acz niewytrwałej, choć w zasadzie rzeczy te powinny iść w parze, ale u mnie nie idą. Otwieram swój zeszyt na notatki do pracy magisterskiej. Nowy. Chyba trzeci z kolei. Tym razem w wisieńki, bo owoce są takie witalne, że przecież powinny motywować. Pozostałe zeszyty były w okładki nieowocowe i skonczyły marnie: puste i nie wiadomo gdzie. I tak to właśnie teraz u mnie wygląda. Zero transcendencji, sama przyziemność wisienek i stosów książek, które pan Adaś cierpliwie przynosi z katalogu podręcznego czytelni. I czasem tylko ta śnieżyca w środku marca przypomina, że za nieszczelnymi oknami czytelni na Jagiellońskiej wciąż toczy się życie.
wtorek, 17 marca 2009
(ty)dzień ludzi dorosłych
Tydzień ludzi dorosłych zaczyna się w poniedziałek o 8 rano. Gdy włączają komputer i poprawiają ramkę zdjęcia na swoim biurku w pracy. Gdy patrzą na zegarek chcąc już wyjść do domu, choć przecież dopiero przyszli. A może i zaczyna się trochę wcześniej. Gdy po 6 dzwoni budzik, w czajniku gotuje się woda, w łazience zapala światło, w uszach dzwoni dźwięk suszarki.
Ludzie dorośli mają swoje rytuały i one porządkują im życie. Nadają mu sens i ukazują bezsens sensu. Bo, paradoksalnie, łatwiej żyje się, gdy sens jest nam nadany, aniżeli wtedy gdy się go szuka. Łatwiej jest patrzeć w swoje zapuchnięte oczy, gdy wiadomo po co chodzi się do pracy. Łatwiej biec po pracy do przedszkola, gdy czeka tam stęsknione dziecko. Łatwiej po raz milionowy kroić sałatę pekińską na to przeklęte burrito, gdy on je tak lubi. Słowem łatwiej jest, gdy czas nasz zapełniają nam te wszytskie rzeczy nad którymi się nie zastanawiamy, bo nie możemy, gdyż są nam nadane.
Łatwiej nam jest, gdy żyjemy.
Ludzie dorośli mają swoje rytuały i one porządkują im życie. Nadają mu sens i ukazują bezsens sensu. Bo, paradoksalnie, łatwiej żyje się, gdy sens jest nam nadany, aniżeli wtedy gdy się go szuka. Łatwiej jest patrzeć w swoje zapuchnięte oczy, gdy wiadomo po co chodzi się do pracy. Łatwiej biec po pracy do przedszkola, gdy czeka tam stęsknione dziecko. Łatwiej po raz milionowy kroić sałatę pekińską na to przeklęte burrito, gdy on je tak lubi. Słowem łatwiej jest, gdy czas nasz zapełniają nam te wszytskie rzeczy nad którymi się nie zastanawiamy, bo nie możemy, gdyż są nam nadane.
Łatwiej nam jest, gdy żyjemy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

