środa, 18 marca 2009
* * *
A na Jagiellońskiej znów słońce! Z małymi tylko przerwami na gwałtowne, acz krótkotrwałe śnieżyce, choć w zasadzie nic w tym dziwnego, bo to, co krótkotrwałe zazwyczaj gwałtowne bywa i nic więcej się na ten temat nie da powiedzieć. Siedzę bezpiecznie za nieszczelnymi oknami wydziałowej czytelni i z obojętnością obserwuję żywioły natury. Z obojętnością, bo zaangażowanie swoje oszczędzam do celów, tak zwanych, wyższych, czyli lektury przenikliwej, acz niewytrwałej, choć w zasadzie rzeczy te powinny iść w parze, ale u mnie nie idą. Otwieram swój zeszyt na notatki do pracy magisterskiej. Nowy. Chyba trzeci z kolei. Tym razem w wisieńki, bo owoce są takie witalne, że przecież powinny motywować. Pozostałe zeszyty były w okładki nieowocowe i skonczyły marnie: puste i nie wiadomo gdzie. I tak to właśnie teraz u mnie wygląda. Zero transcendencji, sama przyziemność wisienek i stosów książek, które pan Adaś cierpliwie przynosi z katalogu podręcznego czytelni. I czasem tylko ta śnieżyca w środku marca przypomina, że za nieszczelnymi oknami czytelni na Jagiellońskiej wciąż toczy się życie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz