niedziela, 26 kwietnia 2009
my, Wy, oni
Jesteśmy czasem jak ogień i woda. Niezależni od siebie nawzajem. Ja, woda, płynę wartkim strumieniem, zawsze do jakiegoś celu z góry zaplanowanego, odwiecznego, niezmiennego. Płynę swoim strumieniem, w sobie tylko znanym tempie, a gdy napotykam na tamę w duchu przeklinam bobra, który ją zrobił. On, ogień, płonie pięknym i wiecznym blaskiem. Gdy się uprze, nikt i nic go nie powstrzyma. No... chyba, że woda.
piątek, 24 kwietnia 2009
więc o co mi chodzi
"Jest super. Jest super, więc o co Ci chodzi?!" - słyszę w swojej głowie, gdy poraz kolejny w tym tygodniu samotnie zasiadam do kolacji. M. w ciągłych rozjadzach. Praca jedna, praca druga, w wolnych chwilach (czyli od 23 do 6) kilkanaście pomniejszych fuch. Pracuje dla nas. Nawiązuje kontakty. Jest wszędzie tam, gdzie go potrzebują, gdzie coś się dzieje. Wiem, że to zaprocentuje, że to konieczne, że wiele ludzi żyje w ten sposób. Rozumiem i postawę rozumiejącą staram się utrzymać, gdy w wieczornej świadomości pojawia się myśl, że jego potrzebuję tak rozpaczliwie i egoistycznie, że nie chcę już spać w pustym łóżku. Chowam się za maską kobiety dojrzałej i w głosie słyszę ciągle ten tekst, znienawidzonego zresztą, Muńka Staszczyka i naprawdę nie wiem o co mi chodzi. W szarej rutynie codziennych obowiązków, moja praca od 8 do 16 i praca M. 24 h na dobę, giną gdzieś cicho i bez żalu, a zostają tylko plany i wspólne marzenia.
niedziela, 19 kwietnia 2009
czas na życie, które lubię
To pierwsza wiosna w moim życiu, która wraz ze słońcem przyniosła marazm. Wypadałoby powiedzieć, że to absurd i nieprawda. Że to niemożliwe... a jednak. Niecierpliwie liczę dni do lata. Do chwili, kiedy będę miała czas na życie, którę lubię.
poniedziałek, 13 kwietnia 2009
tego tyle
Jest tego tyle, że nie wiem od czego zacząć. Może więc niech wszystko się układa bez logiki i linearnego porządku. Zacznę więc chyba od środka. Od świątecznego mazurka i niewielkanocnego grejfruta w czekoladzie, na które przyszedł czas po kilku dniach wiosennej krzątaniny w chłodnych objęciach słońca.
Jest tego tyle, że w zasadzie trudno opowiedzieć coś z zachowaniem ładu i składu. Może więc nie chodzi o domknięcie historii, tylko o samo opowiadanie, snucie narracyjnej melodii, wiązanie węzełków na indywidualnym kipu. A może wręcz przeciwnie, skoro wszystko dzieje się szybko, to należałoby gdzieś rejestrować i dokumentować tę zmienność. Prowadzić rejestr dynamiki własnego życia.
Wplątałam się ostatnio w kilka rzeczy nowych. W spełnianie oczekiwań innych, w nadążanie za emocjonalnym dojrzewaniem, w ogarnianie trybów kapitalizmu. Innymi słowy: noszę na palcu pierścionek, chodzę do pracy na 9, a wieczorami piszę pracę magisterską. I marzę o dniu, gdy starania moje, tak przyziemne, monotonne, bezbrawne i powtarzalne - przyniosą ze sobą coś więcej- triumf małego wielkiego marzenia - życia samodzielnego. Z satysfakcją.
Jest tego tyle, że w zasadzie trudno opowiedzieć coś z zachowaniem ładu i składu. Może więc nie chodzi o domknięcie historii, tylko o samo opowiadanie, snucie narracyjnej melodii, wiązanie węzełków na indywidualnym kipu. A może wręcz przeciwnie, skoro wszystko dzieje się szybko, to należałoby gdzieś rejestrować i dokumentować tę zmienność. Prowadzić rejestr dynamiki własnego życia.
Wplątałam się ostatnio w kilka rzeczy nowych. W spełnianie oczekiwań innych, w nadążanie za emocjonalnym dojrzewaniem, w ogarnianie trybów kapitalizmu. Innymi słowy: noszę na palcu pierścionek, chodzę do pracy na 9, a wieczorami piszę pracę magisterską. I marzę o dniu, gdy starania moje, tak przyziemne, monotonne, bezbrawne i powtarzalne - przyniosą ze sobą coś więcej- triumf małego wielkiego marzenia - życia samodzielnego. Z satysfakcją.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

