wtorek, 21 lipca 2009

nigdy w życiu!

Gdyby ktoś kiedyś powiedział, że jedną z moich ulubionych sentencji będzie zdanie wypowiedziane przez Katarzynę Grocholę, odpowiedziałabym donośnym "nigdy w życiu!" i perlistym śmiechem. I oto jestem dziś. Słyszę w głowie: "Życie przynosi nam to, czego potrzebujemy, nie to, czego chcemy". Widzę Grocholę na wiklinowym fotelu w jej zadbanym, rozległym ogrodzie. Siedzi uśmiechnięta i opowiada o swojej najnowszej książce cukierkowej prezenterce programu weekendowego. Jej braków w lekturze zarzucić nie można, prezenterce i owszem. Słucham tej rozmowy, jakże marketingowej i wyreżyserowanej, patrzę na kota, który leży na Grocholi kolanach, na jej dłoń, która tak wolno go głaszcze, dźwięczy mi w głowie jej zachrypnięty głos i wibratto niczym po trzech dniach picia tequili. No i jest ta jedna perełka. Wyrwało jej się.
Tak jest rzeczywiście. Wszystko, co robię i co się w moich oczach nie udaje, wychodzi mi na dobre. Prędzej czy później, nawet po wielu łzach. Patrzę na M. i widzę, że jego myśli też zatrzymały się przy tym zdaniu.
A to ci Grochola...

poniedziałek, 20 lipca 2009

* * *

Spotykamy się zawsze po latach i zawsze na chwilę. Rozmawiamy o tym, jak życie nas zmieniło. Gdy nasze stopy wolno dotykają płytek chodnika, a oczy leniwie krążą dookoła zielonych alejek, czas na chwilę zatrzymuje się w miejscu. Dobrym tematem jest wszystko, co nas dotyczy: opakowanie soku i złamane serce. Mówię bez przerwy, bo zaraz się rozejdziemy, a trzeba wyrazić jak najwięcej, aby usłyszeć wystarczającą ilość słów pokrzepienia. Karmimy się dobrą radą i rozchodzimy z uśmiechem wspominając naiwne lata pośród różnych kolorów włosów i częstych łez. Żegnam Cię zawsze z nadzieją, że spotkam znowu. Dziękuję E.

niedziela, 19 lipca 2009

łapczywie

Wszędzie widzę dziewczyny z brzuszkiem i myślę sobie: jeszcze nie teraz. Wydaje mi się, że z każdym dniem łapczywiej chwytam powietrze. Uczę się nowego rytmu dnia i nocy. Nie panuję nad czasem, który mnie otacza. Oglądam kalejdoskop kolorów i z trudnem nadążam za wszystkimi odcieniami swoich wątpliwości. M. jest stałym punktem mojego wszechświata. Wszystko inne się obraca. Gdy dwa lata temu siedzieliśmy w "Mamma Mii" nieśmiało patrząc sobie w oczy, nigdy bym nie przypuszczała, że ten niepozorny chłopak, z którym nie wiązałam żadnych nadziei, da mi wszystko to, o czym od dawna marzyłam. Przypomniałam sobie, że to nie jest banał, że związki się udają. Teraz, gdy pędzę codziennie w kierunku tych samych punktów moment powrotu do niego jest tym najsłodszym. I to wciąż jest niebywałe, choć trwa i trwa.