czwartek, 24 września 2009
poza miłością
M. zdaje się być uczulony na wszystko poza miłością. Tak oto, po moim półrocznym marudzeniu, zdecydował się na testy alergiczne i, o ironio, sama sobie mogę podziękować za to, że teraz cierpię i ja. M. zamienił się bowiem w kichającą i prychającą maszynę rozpaczliwie czekającą na sprawny serwis. Jego nos, niczym stara lokomotywa, świszczy niemiłosiernie o każdej porze dnia i nocy, nawet wówczas, gdy zazwyczaj załzawione oczy smacznie śpią. Potęgują się w M. alergie, które chcemy złapać i ukarać odczulaniem za to, że zakłócają chwile naszego błogiego, zapracowanego życia niczym nieproszony gość, którego niezręcznie wyprosić. Efektem ubocznym jestem ja - alergicznie reagująca na prychającą prozę życia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz