czwartek, 5 listopada 2009

asertywnie

Uczę się odmawiać. Grzecznie i bez wyrzutów sumienia. Bo gdy dla męża mam mniej czasu niż dla wszystkich innych, to znak, że czas wrócić do priorytetów. Codziennie jest bieg i stos spraw do załatwienia, ktoś chce się spotkać, ktoś pogadać, komuś jest źle... A. ma interes, B. ma chandrę, C. chce tortu w kształcie kulturysty na wieczór panieński. Brakuje ciszy, a wszystko dlatego, że czasami trzeba po prostu powiedzieć "nie", nie dlatego że się czegoś zrobić nie może, a dlatego że się nie chce w imię celów wyższych jak własne zdrowie i spokój ogniska domowego. A telefon niech dzwoni. Odsłucham wiadomość.

Brak komentarzy: