czwartek, 19 lutego 2009

* * *

Czy to tylko ja, czy w tramwaju rzeczywiście czułam dziś zapach pączków? Te śmieszne, nostalgiczne, świeckie tradycje. Stałe małe punkty w corocznym obrządku. Miłe.
A pośród tego wszystkiego nieoficjalny szczyt NATO na naszej krakowskiej ziemi. No i demonstracje. Utknęłam dzisiaj w tramwaju na dłuższą chwilę, bo demonstracja musiała się wedrzeć na podbarbakańskie ulice i naszła mnie refleksja, czy ludzie rzeczywiście potrzebują kontroli. Wydaje się, że naprawdę potrzebny jest ktoś, kto skontroluje bilety w autobusie, bo gdyby go nie było, to nikt by nie kasował. Jest, a ludzie dalej nie kasują. Wydaje się, że potrzebna jest policja, bo gdyby nie było, to wszyscy by kradli, zabijali i gwałcili. Jest, a i tak kradną, zabijają i gwałcą. Wydaje się, że potrzebny jest rząd, bo inaczej kraj popadłby w kryzys. Jest, a i tak wszystko w kryzysie. Wreszcie wydaje się, że potrzebny byłby ktoś, kto umiałby zapanować nad emocjami jednostki. Tak, definitywnie tęskno mi za szamanem (szafarzem?) dusz ludzkich. Takim, który przynosiłby ukojenie. Za tę ulgę, za spokój serca i sumienia, do głowy by mi nie przyszło biletu nie kasować. Ale tak się nigdy nie stanie. Bo przecież nic kosztem wolności. Kosztem kontroli. Napisał Brandys " w moim przekonaniu wolność zdobywa się samemu i tylko na sobie, ale to jest moje przekonanie najzupełniej osobiste"*. Może i miał rację papcio Brandys. I może właśnie dlatego, jak każdy i jak panowie z demonstracji antyglobalistów, potrzebuję kontroli.


* K. Brandys, Nierzeczywistość, Chotomów 1989, s. 24.