poniedziałek, 25 maja 2009

życie w powietrzu

W powietrzu wyraźnie czuję więcej życia. Oddycham więc głębiej i niemal łapczywie. Zagarniam to, co nie moje. Trwam. Myślę o przeszłości. Przypominam sobie te chwile, gdy przekraczałam próg uczelni. Tej nie pierwszej, ale wreszcie prawdziwej. Mojej. Wszystko było nowe i przerażające. Marzenia i plany mieszały sie ze sobą. A ja w tym wszystkim taka mała i z buzią trochę okrąglejszą niż teraz szukałam swojego miejsca. Dziś wchodzę do tego budynku i szukam pokrzepienia. Zostały 3 tygodnie. Potem już inne będzie siedzenie w ławce i jedzenie bułki ze sklepu na rogu. Pożegnamy się dopiero we wrześniu, bo nikt nie miał czasu na napisanie swojej pracy, każdy żyje już w innym świecie. Przewartościowanym o natłok obowiązków i myśli. I choć jest kolorowy, to czasem taki obcy. Są emocje i uczucia, lęki i zwycięstwa. Jest inaczej.
Dlatego teraz tym bardziej, gdy wracam do domu ulicą Szewską i mam czas poczuć więcej życia, to chwila ta głęboko wchodzi w mą pamięć i każe napisać o sobie wieczorem.