poniedziałek, 1 lutego 2010

raz w roku

Raz w roku nastaje taki czas, gdy życie korporacyjne nagle się ożywia. Pracownicy klaustrofobicznego open space'u zaczynają chodzić ponad chodnikami (a raczej ponad wykładzinami) i z wypiekami na twarzy planują kilkanaście godzin zabawy. Doroczna feta z nieograniczoną ilością jedzenia i picia nadciąga wielkimi krokami, wynagradzając tym samym pozostałe 365 dni szarych tygodni 2010 roku. Obserwuję ten stan rzeczy z dużym zaciekawieniem będąc jednocześnie i widzem i uczestnikiem rzeczonego teatru. Wylosowałam żółty kawałek papieru, więc przebieram się za Chiny i równie nerwowo, co inni, zaczęłam dzisiaj szperać w internecie w poszukiwaniu inspiracji. Życie zatacza koło. Ostatnia przebierana impreza, to zdaje się mikołajki. Miałam 9 lat i byłam przebrana za kota. Strój szyła mama. I dziś niezastąpiona przy projektowaniu kimona z zasłony. Vivat korporacja! Vivat (wszystkie) Stany!