niedziela, 19 lipca 2009
łapczywie
Wszędzie widzę dziewczyny z brzuszkiem i myślę sobie: jeszcze nie teraz. Wydaje mi się, że z każdym dniem łapczywiej chwytam powietrze. Uczę się nowego rytmu dnia i nocy. Nie panuję nad czasem, który mnie otacza. Oglądam kalejdoskop kolorów i z trudnem nadążam za wszystkimi odcieniami swoich wątpliwości. M. jest stałym punktem mojego wszechświata. Wszystko inne się obraca. Gdy dwa lata temu siedzieliśmy w "Mamma Mii" nieśmiało patrząc sobie w oczy, nigdy bym nie przypuszczała, że ten niepozorny chłopak, z którym nie wiązałam żadnych nadziei, da mi wszystko to, o czym od dawna marzyłam. Przypomniałam sobie, że to nie jest banał, że związki się udają. Teraz, gdy pędzę codziennie w kierunku tych samych punktów moment powrotu do niego jest tym najsłodszym. I to wciąż jest niebywałe, choć trwa i trwa.
wtorek, 16 czerwca 2009
parmenides, sofista, platon
Zbieranie się do nauki przychodzi mi z coraz większym trudem. Myślenie abstrakcyjne zastępuje konkretne. Brak skupienia owocuje pozornie kontrolowanym chaosem. Czuję, że ocieram się o granice intelektualnej przyzwoitości i jestem na krawędzi. Noga może się poślizgnąć. Przede mną 40 białych stron w czarną kratkę. Papier ekologiczny. Powinnam je czytać i rozwijać swoje myśli. Zapamiętywać: Parmenides, Sofista, Platon. A ja nic. A ja otwieram kolejny plik i pdf i telefon i rozmowy kontrolowane porą nocną. W najlepsze. Rozgardiasz. Hałas. Lelum polelum.
Trudno zatrzymać się w tu i teraz, gdy dylematy 'mieć czy być' przestają być książkowe. Popijam szałwię na obolałe gardło, myślę o kolorach uczuć w mojej głowie. Odpowiadam na telefony, i maile, i słowa rozczarowania mieszają się z satysfakcją. Wiara w to, co na wyciągnięcie ręki zastępuje mi gorycz nadchodzących zmian. Zaraz. Chwila. Parmenides, Sofista, Platon - powinnam powtarzać niczym mantrę. Ostatni wysiłek intelektualny musi mieć słodki smak.
Trudno zatrzymać się w tu i teraz, gdy dylematy 'mieć czy być' przestają być książkowe. Popijam szałwię na obolałe gardło, myślę o kolorach uczuć w mojej głowie. Odpowiadam na telefony, i maile, i słowa rozczarowania mieszają się z satysfakcją. Wiara w to, co na wyciągnięcie ręki zastępuje mi gorycz nadchodzących zmian. Zaraz. Chwila. Parmenides, Sofista, Platon - powinnam powtarzać niczym mantrę. Ostatni wysiłek intelektualny musi mieć słodki smak.
piątek, 12 czerwca 2009
kochana
Chodź Kochana. Opowiesz mi co się stało. Usiądziemy w miękkich fotelach wyścielonych polarowym kocem, a wokół będzie się unosił zapach cynamonowej herbaty. Dowiemy się dlaczego życie tak się potoczyło. Weźmiemy głęboki oddech, potrzymamy w ręce książkę, którą od niego dostałaś, a potem będziemy milczeć myśląc o gorzkim smaku tego zwycięstwa. Otworzymy foldery ze zdjęciami i puścimy Buena Vistę... popatrzymy przez okno na gwiazdy. Pociekną Ci łzy, a ja powiem, że Cię rozumiem, choć nie wiem czy nie skłamię. Pomyślę o jego oczach, za którymi tak tęsknisz i ramionach, które zawiodły. Powiem, że nie był Ciebie wart. A gdy się zasępisz w żalu i nieznośnym cierpieniu, przytulę Cię, bo wierzę, że ciepło drugiego człowieka ma właściwości lecznicze. Ogarnę Cię swoim współczuciem i szczerze powiem, że to przeminie - patrząc w lustro.
środa, 3 czerwca 2009
żal za
Czy to możliwe, żeby czuć aż taki ucisk w dołku? Czy nostalgia i wspomnienia mogą do tego stopnia opanować racjonalne myślenie? Jesteśmy z pokolenia wykształconych marzeń, czemu więc dziwi fakt, że nauka kończy się dyplomem, a lato jest początkiem nowego końca? Przecież liczyliśmy się z tym, że ten dzień nadejdzie. Znane nam były konsekwencje naszych czynów, gdy 5 lat temu staliśmy w długiej kolejce do dębowych drzwi, a w dłoniach drżały białe teczki o zawartości cenniejszej niż wszystkie skarby świata. A mimo to siadamy na naszej ławce i śmieją się do nas różaneczniki z podwórkowej rabatki. Będzie nam żal.
środa, 27 maja 2009
zostawiam
Zostawiam za sobą cały ten zgiełk. Tysiące myśli i złych podszeptów, krzyki w słuchawce, wyrzuty w głosie. Siadam na swoim ulubionym fotelu i uderzam w klawisze. Koi mnie ich dźwięk. Ta paradoksalna ulotność wypowiadanych słów, które malują się na ekranie. Ulotność, która przecież nigdy nie przeminie. Każdy dzień przynosi ze sobą wielość informacji. Przemierzam znane chodniki z lękiem przed kolejną przejażdżką złowrogą infostradą. Wszystko huczy, pulsuje, zbliża się do mnie niczym emocjonalna godzilla, a ja spokojnie próbuję się w tym odnaleźć. Wybija 16 i zamykam za sobą kolejne rozdziały. Godzina po godzinie, minuta po minucie. Zostaję z przekonaniem, że to jest możliwe - Iść do przodu w próżni własnych ambicji i oczekiwań.
poniedziałek, 25 maja 2009
życie w powietrzu
W powietrzu wyraźnie czuję więcej życia. Oddycham więc głębiej i niemal łapczywie. Zagarniam to, co nie moje. Trwam. Myślę o przeszłości. Przypominam sobie te chwile, gdy przekraczałam próg uczelni. Tej nie pierwszej, ale wreszcie prawdziwej. Mojej. Wszystko było nowe i przerażające. Marzenia i plany mieszały sie ze sobą. A ja w tym wszystkim taka mała i z buzią trochę okrąglejszą niż teraz szukałam swojego miejsca. Dziś wchodzę do tego budynku i szukam pokrzepienia. Zostały 3 tygodnie. Potem już inne będzie siedzenie w ławce i jedzenie bułki ze sklepu na rogu. Pożegnamy się dopiero we wrześniu, bo nikt nie miał czasu na napisanie swojej pracy, każdy żyje już w innym świecie. Przewartościowanym o natłok obowiązków i myśli. I choć jest kolorowy, to czasem taki obcy. Są emocje i uczucia, lęki i zwycięstwa. Jest inaczej.
Dlatego teraz tym bardziej, gdy wracam do domu ulicą Szewską i mam czas poczuć więcej życia, to chwila ta głęboko wchodzi w mą pamięć i każe napisać o sobie wieczorem.
Dlatego teraz tym bardziej, gdy wracam do domu ulicą Szewską i mam czas poczuć więcej życia, to chwila ta głęboko wchodzi w mą pamięć i każe napisać o sobie wieczorem.
piątek, 22 maja 2009
* * *
Boli mnie dzisiaj głowa. I jeszcze kilka innych rzeczy. Ale głowa jednak najbardziej, boli mnie cholera jedna i nic na nią nie pomaga. Ani proszek, ani herbata ani nawet wódka. W gąszczu myśli bolącej łepetyny poruszam się dziś z trudem i bezproduktywnie. Jedyna opcja to jakoś stłumić te tętniące emocje i niebywały ucisk w płacie czołowym. Szukam alternatywy dla odcięcia głowy - to plan na dziś. Trzymajcie kciuki.
Niedyspozycja myślowa okazuje się być najuciążliwszą ze wszystkich możliwych. Choroba postępuje szybko. Najpierw słowem nie żegnam się rano wychodząc z domu, potem denerwują mnie studenci w autobusie (Boże, są tak głośno!) i niczemu winne dziecko na przystanku (Niech że ono się zakmnie), dzwoniąca koleżanka (Czego ona znowu chce), M. w pracy (ile razy można się pytać o to samo?) aż wreszcie staje się najgorsze. Przychodzi mój znienawidzony szef, który chce żeby wszystko było zrobione najlepiej już wtedy jak jeszcze nie wiem co to będzie... Przychodzi i mówi, że czeka go operacja, a ja głupia, przez te bolącą głowę, przez ten szereg krwi buzującej w skroniach, przez to 'BUM BUM BUM', które pobrzmiewa od sześciu godzin, ja taka właśnie zagubiona i zrezygnowana... okazałam mu współczucie.
Jeszcze się zaprzyjaźnimy! Ola boga!
Niedyspozycja myślowa okazuje się być najuciążliwszą ze wszystkich możliwych. Choroba postępuje szybko. Najpierw słowem nie żegnam się rano wychodząc z domu, potem denerwują mnie studenci w autobusie (Boże, są tak głośno!) i niczemu winne dziecko na przystanku (Niech że ono się zakmnie), dzwoniąca koleżanka (Czego ona znowu chce), M. w pracy (ile razy można się pytać o to samo?) aż wreszcie staje się najgorsze. Przychodzi mój znienawidzony szef, który chce żeby wszystko było zrobione najlepiej już wtedy jak jeszcze nie wiem co to będzie... Przychodzi i mówi, że czeka go operacja, a ja głupia, przez te bolącą głowę, przez ten szereg krwi buzującej w skroniach, przez to 'BUM BUM BUM', które pobrzmiewa od sześciu godzin, ja taka właśnie zagubiona i zrezygnowana... okazałam mu współczucie.
Jeszcze się zaprzyjaźnimy! Ola boga!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

